Strzał w lesie… kilkadziesiąt metrów od drogi, po której spacerują ludzie. Mieszkańcy okolic Warszawy coraz częściej zgłaszają zdarzenia, w których, jak twierdzą, przypadkiem znaleźli się na linii ognia. Problem w tym, że w ogóle nie wiedzieli, że trwa polowanie. Indywidualne odstrzały bez wyraźnych oznaczeń, brak informacji i słaby nadzór sprawiają, że zwykła przechadzka po lesie może oznaczać realne ryzyko.
Podwarszawskie lasy od lat pełnią funkcję zielonych płuc aglomeracji i są jednym z najważniejszych miejsc wypoczynku dla mieszkańców stolicy. Spacerowicze, biegacze, rowerzyści czy rodziny z dziećmi szukają tam ciszy i kontaktu z naturą. Coraz częściej jednak pojawiają się głosy, że ta przestrzeń przestaje być bezpieczna. Problemem są tzw. polowania indywidualne, prowadzone bez wyraźnej informacji dla osób postronnych. Z punktu widzenia obowiązujących przepisów, czyli Prawa łowieckiego, sytuacja jest bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać. Ustawa dopuszcza bowiem prowadzenie polowań zarówno zbiorowych, jak i indywidualnych, przy czym te drugie rzeczywiście nie wymagają tak rozbudowanej procedury informacyjnej jak polowania zbiorowe. Oznacza to, że myśliwy może polować indywidualnie bez obowiązku publicznego ogłaszania tego faktu czy oznaczania terenu informacją, że w danym miejscu odbywa się polowanie.
- Tego dnia wybrałem się jak zwykle na spacer po lesie - opowiada Tomasz Gajowy-Dzido, mieszkaniec Lipowa, niewielkiej wsi położonej między Otwockiem a Mińskiem Mazowieckim. Okolica ta - od lat - uchodzi za spokojną i atrakcyjną rekreacyjnie. Leśne dukty przyciągają biegaczy, spacerowiczów, rodziny z dziećmi i miłośników jazdy konnej. W sezonie pojawiają się też grzybiarze, ponieważ pobliskie lasy słyną z obfitych zbiorów.
- Kiedy się tu przeprowadzałem dwa lata temu, byłem przekonany, że to bezpieczne miejsce, w którym nic nie zakłóci mojego spokoju - wspomina. Choć zdarzało mi się widywać w okolicy ambony myśliwskie i słyszeć - dobiegające z oddali - strzały z broni myśliwskiej, nigdy nie traktowałem ich jako realnego zagrożenia.
Do zdarzenia, którym Tomasz Gajowy-Dzido chciał się podzielić z czytelnikami iOtwock.info, doszło 14 grudnia ubiegłego roku, w niedzielę poprzedzającą święta. Mężczyzna spacerował leśną drogą między Lipowem a Malcanowem. Trasa ta, mimo iż popularna wśród mieszkańców, bywa również wykorzystywana przez użytkowników quadów i motocykli crossowych, które niszczą leśne podłoże. - Chciałem sprawdzić, czy nie pojawiły się nowe szkody - wyjaśnia.
- W pewnym momencie usłyszałem głośny huk. W odległości około 40 metrów przede mną padła sarna - relacjonuje. Widoczność w tym miejscu była dobra dzięki przerzedzonemu drzewostanowi. Gdy zacząłem robić zdjęcia, na miejscu pojawił się myśliwy z psem, nieopodal zauważyłem też zaparkowany samochód.
- Następnego dnia zgłosiłem sprawę na policji w Wiązownie. Funkcjonariusze przyjęli zawiadomienie i zapoznali się z dokumentacją fotograficzną, jednak - jak twierdzę - na tym ich działania się zakończyły. Wnioskowałem także o przeprowadzenie wizji lokalnej, lecz nie otrzymałem informacji, czy została ona wykonana.
Prawo nakłada na myśliwych obowiązek zachowania szczególnej ostrożności. Kluczowa jest zasada bezpiecznego oddania strzału, czyli pewności co do celu oraz tego, co znajduje się w jego tle. W praktyce ta zasada oznacza znacznie więcej niż tylko „uważanie”. W świetle Prawa łowieckiego, przepisów wykonawczych oraz zasad etyki łowieckiej bezpieczne oddanie strzału to obowiązek absolutnej kontroli nad sytuacją przed naciśnięciem spustu. Myśliwy musi mieć zupełną pewność, do czego strzela - nie może oddać strzału „na ruch”, „na dźwięk” ani do nie w pełni widocznego celu. Oznacza to konieczność jednoznacznego rozpoznania gatunku zwierzęcia, jego położenia oraz upewnienia się, że w pobliżu nie znajdują się ludzie.
Równie ważne jest to, co znajduje się za celem, czyli tzw. tło strzału. Pocisk z broni myśliwskiej może pokonać nawet kilka kilometrów, dlatego myśliwy musi przewidzieć jego tor także po trafieniu lub chybieniu. W praktyce oznacza to, że nie wolno strzelać w kierunku ścieżek leśnych i tras spacerowych, zabudowań oraz miejsc, gdzie mogą znajdować się ludzie, nawet jeśli nie są bezpośrednio widoczni.
Istotne jest także ukształtowanie terenu. Strzał uznaje się za bezpieczniejszy, gdy oddawany jest w dół, w kierunku ziemi (np. z ambony), ponieważ zmniejsza to ryzyko dalszego lotu pocisku. Strzały „po płaskim” lub w górę są znacznie bardziej ryzykowne. W praktyce więc „szczególna ostrożność” oznacza, że myśliwy powinien zrezygnować ze strzału w każdej sytuacji, w której ma choć cień wątpliwości. To zasada, która ma pierwszeństwo przed skutecznością polowania. Problem polega jednak na tym, że ocena tej sytuacji pozostaje w dużej mierze… indywidualna. To myśliwy sam decyduje, czy warunki są wystarczająco bezpieczne - i właśnie ten „element uznaniowości” budzi dziś największe kontrowersje w kontekście bezpieczeństwa osób korzystających z lasów.
- Początkowo sądziłem, że strzał padł z ambony, ale szybko zorientowałem się, że został oddany z ziemi - mówi. Dopiero po chwili dotarło do niego, jak poważna mogła być to sytuacja. - Gdybym znajdował się nieco dalej, pocisk mógł trafić we mnie. Tą drogą chodzą też inni ludzie - podkreśla.
Zapytany o okoliczności oddania strzału myśliwy odpowiedział, że „strzelał pod kątem” i nikomu nic się nie stało. - Tyle że ja również znajdowałem się w polu tego strzału - zauważa Gajowy-Dzido.
Tomasz Gajowy-Dzido sam podjął próbę odtworzenia przebiegu zdarzenia. Na podstawie zdjęć i oględzin wyznaczył kluczowe punkty: miejsce oddania strzału, lokalizację samochodu przy granicy działki zrębowej oraz miejsce, w którym padło zwierzę. Po kilku dniach wrócił na miejsce z kamerą i po długich poszukiwaniach odnalazł ślady w postaci sierści. Całość udokumentował, starając się określić możliwy tor lotu kuli. Jednocześnie próbował ustalić, czy polowanie było zarejestrowane.
- Dowiedziałem się, że w przypadku polowań indywidualnych nie ma obowiązku informowania społeczeństwa - mówi. - To oznacza, że osoby korzystające z lasu mogą nie mieć świadomości zagrożenia.
Jak dodaje, wielu mieszkańców słyszy strzały, ale zakłada, że są one oddawane z ambon, co daje poczucie bezpieczeństwa.
- Okazuje się jednak, że rzeczywistość bywa inna - podsumowuje.
W przypadku polowań zbiorowych przepisy są bardziej restrykcyjne. Istnieje obowiązek ich wcześniejszego zgłoszenia, a teren musi być oznakowany tablicami ostrzegawczymi. Dodatkowo organizator odpowiada za przebieg polowania i bezpieczeństwo jego uczestników oraz osób postronnych.
Problem, na który zwracają uwagę mieszkańcy i eksperci, polega jednak na tym, że obowiązujące przepisy nie nakładają analogicznych obowiązków informacyjnych przy polowaniach indywidualnych. W efekcie osoba korzystająca z lasu może nie mieć żadnej wiedzy o tym, że w pobliżu prowadzony jest odstrzał. To właśnie ta luka - zgodna z literą prawa, ale budząca wątpliwości z punktu widzenia bezpieczeństwa - staje się dziś jednym z głównych punktów krytyki systemu łowieckiego w Polsce.
Z doniesień medialnych wynika, że w wielu przypadkach myśliwi prowadzą odstrzał zwierzyny na terenach, które nie są w żaden sposób oznaczone jako obwody łowieckie. Brakuje tablic ostrzegawczych, a informacje o planowanych działaniach nie są publicznie dostępne. O ile polowania zbiorowe podlegają określonym procedurom i zwykle są wcześniej zgłaszane, o tyle polowania indywidualne odbywają się często bez wiedzy lokalnej społeczności. W praktyce oznacza to, że osoba spacerująca po lesie nie ma możliwości stwierdzenia, czy w danym momencie znajduje się w zasięgu broni, co rodzi uzasadnione obawy o jej bezpieczeństwo.
Zdaniem mieszkańców Lipowa obecna infrastruktura łowiecka nie przystaje do obecnych realiów.
- Przy jednej z głównych dróg leśnych znajduje się wycięty fragment lasu, a zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej ustawiona jest ambona skierowana prostopadle do drogi - opisuje Tomasz Gajowy-Dzido. Jak podkreśla, to właśnie tą trasą regularnie poruszają się spacerowicze, biegacze i rowerzyści. W jego ocenie obecne rozmieszczenie ambon to pozostałość dawnych ustaleń sprzed kilkudziesięciu lat.
- Kiedyś tych ludzi tu nie było. Dziś sytuacja diametralnie się zmieniła - powstały domy, przybyło mieszkańców, a las stał się miejscem intensywnej rekreacji - zaznacza.
Problem bezpieczeństwa w lasach był jednym z tematów spotkania w gminie Wiązowna, które odbyło się 26 marca br. Jego uczestnicy zwracali uwagę na konieczność dostosowania zasad gospodarki łowieckiej do aktualnych warunków. Jedna z propozycji zakładała przeniesienie części polowań poza obszary leśne - na otwarte przestrzenie, gdzie widoczność jest znacznie lepsza.
- Widziałem takie rozwiązania w innych miejscach - ambony ustawione są na skraju lasu, a przed nimi rozciąga się otwarta przestrzeń. W takich warunkach myśliwy ma pełną kontrolę nad tym, co znajduje się w zasięgu strzału - tłumaczy. Ludzie spacerują po lesie w przekonaniu, że są bezpieczni. Tymczasem pocisk może zmienić tor lotu, odbić się rykoszetem i stworzyć realne ryzyko postrzału - mówi Gajowy-Dzido.
Problem jest szczególnie widoczny w rejonach graniczących bezpośrednio z osiedlami mieszkaniowymi lub popularnymi trasami rekreacyjnymi. W takich miejscach dochodzi do niebezpiecznego nakładania się dwóch form użytkowania przestrzeni - rekreacyjnej i łowieckiej. Mieszkańcy wskazują, że brak jasnych zasad i czytelnej informacji powoduje chaos. Wątpliwości budzą także parametry używanej broni. Jak wskazuje Gajowy-Dzido, broń myśliwska charakteryzuje się dużym zasięgiem i siłą rażenia.
- Mówimy o odległościach liczonych w kilometrach. To nie są warunki, w których można pozwolić sobie na jakąkolwiek nieostrożność - podkreśla.
Mimo upływu czasu od zgłoszenia incydentu na policji mężczyzna nadal nie otrzymał informacji, co dalej się z nim dzieje. Z przeprowadzonej rozmowy wynikało, że materiały mogą trafić do prokuratury, jednak - jak zaznacza - brak jest oficjalnego potwierdzenia.
- Zamierzam to wyjaśnić i sprawdzić, na jakim etapie znajduje się postępowanie - dodaje.
Dodatkowe kontrowersje budzi kwestia przepisów. Zgodnie z prawem łowieckim w określonych sytuacjach dopuszczalne jest oddawanie strzałów w pobliżu miejsc, gdzie przebywają ludzie, o ile zachowane są odpowiednie odległości. Problem w tym, że w praktyce trudno jednoznacznie ocenić, czy przepisy są właściwie stosowane.
W ostatnich latach w Polsce dochodziło do potwierdzonych przypadków postrzeleń osób nieuczestniczących w polowaniach. Choć zdarzenia te nadal należą do rzadkości, ich konsekwencje bywają tragiczne. Analizy wskazują, że przyczyną takich wypadków jest najczęściej błędna identyfikacja celu lub oddanie strzału bez pełnej kontroli nad tym, co znajduje się za nim. Każdy taki incydent wpływa na rosnące poczucie zagrożenia wśród osób korzystających z terenów leśnych i podważa zaufanie do obowiązujących regulacji.
Według analiz Komendy Głównej Policji oraz zestawień medialnych i eksperckich w ostatnich pięciu latach odnotowywano średnio 1-2 przypadki śmiertelnych postrzeleń rocznie związanych z użyciem broni myśliwskiej, obejmujących zarówno myśliwych, jak i osoby postronne. W opracowaniach dotyczących lat 2015-2024 wskazuje się około 28 wypadków śmiertelnych z udziałem broni łowieckiej, przy czym część z nich dotyczy osób postronnych (cywilów).
Krytycy obecnej sytuacji wskazują, że system nadzoru nad praktykami łowieckimi jest niewystarczający. Liczba strażników leśnych oraz służb odpowiedzialnych za kontrolę pozostaje zbyt mała w stosunku do skali zjawiska. Ograniczona liczba patroli w terenie przekłada się na trudności w egzekwowaniu przepisów i niewielką wykrywalność nieprawidłowości. Mieszkańcy podkreślają również brak zdecydowanej reakcji ze strony władz lokalnych, które - ich zdaniem - nie podejmują wystarczających działań, by poprawić bezpieczeństwo.
- Do lasu wchodzą wycieczki, rodziny z dziećmi, grupy seniorów. Nikt nie zgłasza każdorazowo swojej obecności, bo to po prostu nierealne - zauważa Gajowy-Dzido.
W jego ocenie brakuje także czytelnego oznakowania terenów łowieckich.
- Gdyby były wyraźne tablice informujące o polowaniach, ludzie byliby bardziej ostrożni. Dziś często nie mają świadomości, że znajdują się w miejscu, gdzie używana jest broń - mówi.
W odpowiedzi na rosnące obawy coraz częściej pojawiają się postulaty wprowadzenia konkretnych zmian. Wśród nich wymienia się obowiązek oznaczania wszystkich polowań, także indywidualnych, poprzez widoczne tablice ostrzegawcze, a także stworzenie publicznego rejestru odstrzałów dostępnego online. Proponuje się również wprowadzenie stref wolnych od polowań w pobliżu osiedli mieszkaniowych i najczęściej uczęszczanych tras rekreacyjnych oraz ograniczenie używania pojazdów silnikowych w lasach.
Eksperci podkreślają, że skuteczna regulacja wymaga precyzyjnych zapisów prawnych. Wśród proponowanych rozwiązań pojawiają się zapisy, zgodnie z którymi polowanie indywidualne mogłoby odbywać się wyłącznie po wcześniejszym zgłoszeniu do publicznego rejestru, na przykład z co najmniej 24-godzinnym wyprzedzeniem. Inny postulat zakłada obowiązek oznaczenia terenu objętego polowaniem w promieniu kilkuset metrów od miejsca odstrzału. Rozważane jest również wprowadzenie minimalnej odległości od zabudowań mieszkalnych i oznaczonych szlaków rekreacyjnych, w której polowania byłyby zakazane. W kontekście ochrony środowiska wskazuje się na potrzebę ograniczenia używania pojazdów silnikowych wyłącznie do wyznaczonych dróg o utwardzonej nawierzchni oraz wprowadzenie kar za naruszenie tych zasad.
- Jak dodaje Gajowy-Dzido, problem narasta wraz ze zmianami demograficznymi. - Teren się rozwija, przybywa mieszkańców i użytkowników lasu. To wymaga nowych zasad i większej dbałości o bezpieczeństwo - podsumowuje.
Poza polowaniami coraz poważniejszym problemem stają się także poruszające się po leśnych duktach quady i pojazdy terenowe, które - według relacji mieszkańców - rozjeżdżają drogi i ścieżki leśne. Skutki są widoczne w postaci zniszczonych tras spacerowych i rowerowych, głębokich kolein oraz degradacji gleby i roślinności. Hałas generowany przez silniki zakłóca spokój nie tylko ludzi, ale również dzikiej przyrody.
Podwarszawskie lasy stoją dziś przed poważnym wyzwaniem pogodzenia różnych funkcji - gospodarczej, przyrodniczej i rekreacyjnej. Bez wprowadzenia jasnych reguł, zwiększenia transparentności działań oraz skutecznego nadzoru ryzyko niebezpiecznych sytuacji będzie się utrzymywać. Dla mieszkańców zaś kluczowe pozostaje pytanie, czy przestrzeń, która powinna być miejscem odpoczynku i kontaktu z naturą, może nadal być uznawana za bezpieczną.
Andrzej Idziak
Foto: Tomasz Gajowy-Dzido
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze