Teatralną farsę Oczy królika napisał i zainscenizował Krzysztof Czekajewski.
Konstrukcja utworu pod
pewnym względem przypomina komedię dell’arte. Na scenie poznajemy dwóch
znajomych. Oboje są na życiowym zakręcie. Stefan został porzucony przez żonę,
która zdradziła go z zamożnym przedsiębiorcą. Nieoczekiwanie odwiedza go kolega
z pracy, Grzegorz, nie stroniący od
imprez, używek i kobiet. Na pozór jest w swojej samotności spełniony, jednak
nie da się ukryć, że jego życie jest puste. Zaczyna pełnić rolę pocieszyciela, wspiera
zrozpaczonego kolegę. Przez dłuższą część spektaklu wysłuchujemy męskich zwierzeń,
poznajemy męski świat fantazji erotycznych. Następnie zjawia się nowa
towarzyszka wieczornej popijawki, szukająca sposobu na schudnięcie Ela i
komiczny, upozorowany na geja dostarczyciel pizzy, którego zaloty odrzuca
Stefan. Poalkoholowe rozmowy i towarzyską zabawę do końca spektaklu inicjuje nonszalancki i lubieżny
Grzegorz. Życie miłosne bohaterów to totalna klapa, ale jest pięknie. Spektakl
ani mądry,
ani diagnostyczny, za to zabawny i pocieszny – przy dialogach można naprawdę
się ubawić. Najbardziej dosadny w tym spektaklu jest język – soczysty i kolokwialny,
pada wiele inwektyw (choć bez ich udziału spektakl na pewno nie straciłby na
swojej śmieszności). Autor przedstawienia, zdaje się, sprawdza i bada męski
punkt widzenia moralności. Świat mężczyzn prezentuje jako nieco splugawiony i
powierzchowny. Dobra reżyseria widoczna jest także – lub przede wszystkim – w
prowadzeniu poszczególnych postaci. Jasno podkreślone są ich uczucia, zarówno
szybko podgrzewała atmosferę filuterna Ela (znakomita Monika Aniszewska), jak i
nieco poważniejszy, targany sprzecznymi uczuciami Stefan (trochę za bardzo
egzaltowany Adrian Wojciechowski). Równie dobrze zaprezentowali się pozostali panowie
występujący w spektaklu (przezabawny Piotr Poraj Polewski i Konrad Szymański).
W rolę inicjatora całej zabawy, Grzegorza, umiejętnie wcielił się Przemek
Skoczek − jako pozornie poczciwy, a w rzeczywistości zdeprawowany samotny lekkoduch
wypadł doskonale. Ten otwocki aktor ma bardzo dobry warsztat sceniczny,
odtworzył postać autentycznie, zagrał ze swobodą i naturalną lekkością. Wszyscy
zaprezentowali się z powodzeniem, ale także bardzo dobrze współpracowali ze
sobą na scenie. Prosta, funkcjonalna, wpisująca się w nasze czasy scenografia Dominiki
Tomaszewskiej sprawdziła się dobrze. Przesłanie spektaklu można sprowadzić do
maksymy: „Ciesz się każdą chwilą, bo życie jest tylko jedno”. Inscenizacja z
całą pewnością zachęca do tego, by mimo życiowych niepowodzeń zachować optymizm
i radość z życia.
Zdjęcie: Jacek Grymuza
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze