16°C mgła

Kołbiel pamięta tych, którzy stracili życie w "pociągu śmierci"

29 lipca wójt gminy Kołbiel Adam Budyta  - w towarzystwie proboszcza kołbielskiej parafii ks. Krzysztofa Abramowskiego, harcerzy i mieszkańców - odsłonił w Kołbieli tablicę upamiętniającą nazwiska osób, które 30 lipca 1944 roku były wiezione tzw. “pociągiem śmierci” z Pawiaka do obozów koncentracyjnych w Gross-Rosen i Ravensbruck, ale w męczarniach straciły życie podczas transportu. W wydarzeniu brały udział rodziny zamęczonych 74 lata temu mieszkańców gminy, a także przewodniczący Komitetu Pamięci Poległych Jan Ciszkowski.

6 lipca 1944 roku doszło do udanego zamachu na życie hitlerowskiego kata ludności powiatu garwolińskiego - starostę Karla Freudenthala. Egzekucję na szosie lubelskiej (dawniej lwowskiej) w okolicy Kołbieli, a dokładniej Bociana i Anielinka - wykonał oddział Kedywu, Obwodu AK „Gołąb" (Garwolin) pod dowództwem ppor. Wacława Matysiaka. W odwecie za ten czyn, 8 lipca, Niemcy rozstrzelali w Garwolinie 30 osób, a dalszych ok. 50 Polaków aresztowali w Kołbieli, część z nich wywożąc na Pawiak, część zaś na roboty i do obozów koncentracyjnych.

,,8 lipca nad ranem, żandarmeria niemiecka otoczyła Kołbiel. Aresztowano ok. 50 tzw. zakładników, mieszkańców tej osady, w tym podwójta gminy - Jana Nowaka, mieszkańca wsi Rudno. Najpierw we wczesnych godzinach rannych zatrzymali żołnierzy AK (potwierdzonych aresztantów jest 21), grupujących się przeważnie w miejscowej OSP, aresztowanych z ”listy" w wyniku prawdopodobnie wsypy – czytamy w monografii pracownika Muzeum 7 pułku Ułanów Lubelskich w Mińsku Mazowieckim Artura Piętki. - Na czas obławy osadzono ich w miejscowej remizie (starej).

Wywieziono ich następnie do Mińska Mazowieckiego. Wśród nich byli trzej nauczyciele Publicznej Szkoły Powszechnej w Kołbieli, tj.: wieloletni kierownik szkoły Feliks Fijałkowski oraz nauczyciele - Józef Duszczyk i Tadeusz Drecki. Jak mówią rodziny aresztowanych, zatrzymany miał być także ksiądz proboszcz kołbielski Konstanty Kostrzewski, ale został zwolniony na komendzie w Mińsku Maz. Aresztanci zostali przewiezieni ciężarówką do murowanego białego budynku (gestapo) w pobliżu skrzyżowania ulic Warszawskiej i Kościelnej w Mińsku. Gdyby nocowali w mińskim areszcie, mieli być odbici. Niestety, już po 2-3 godzinach wywieziono ich na Pawiak do Warszawy. Po okresie jednej, do dwóch godzin, zatrzymano kolejnych mężczyzn. Ale już nie z „listy". Byli to młodzi ludzie, którzy mieli być wywiezieni na roboty do Rzeszy Niemieckiej. Tych zebrano na rynku. Stanowili grupę ok. 30 osób. Mężczyźni ci zostali także przewiezieni, ale inną ciężarówką do prowizorycznego obozu w Kędzieraku (lub pod nim) w okolicy torów pilawskich.

Wszyscy kołbielscy zakładnicy z Pawiaka, spośród 1400 mężczyzn i 400 kobiet (w tym z Serbii), nad ranem 30 lipca 1944 r., w wyniku ewakuacji więzienia zostali wyprowadzeni i na ul. Stawki załadowani na ostatni transport „pociągu śmierci" do obozów koncentracyjnych w Gross-Rosen i Ravensbruck. Pośród bicia i przekleństw Niemców, zostali umieszczeni w wagonach po cemencie, średnio po 120 - 140 osób w każdym. Z relacji Tadeusza Dreckiego wiadomo, że wszyscy kołbielanie zostali załadowani do jednego wagonu. Od godz. 4 rano wśród jęków, w tumanach pyłu, upale i ogromnym ścisku dusili się w nie wentylowanych, ze szczelnie zabitymi oknami, wagonach. Pierwszym zmarłym podczas transportu kołbielaninem, już o godz. 2 po południu, był Tomasz Floriańczyk. 14 z 21 zakładników z Kołbieli udusiło się.

Następnego dnia na stacji w Skierniewicach doszło do masakry. Oto relacja jednego z więźniów: (...) Każą nam wynosić trupy poduszonych do jednego wagonu na bocznicy. Ci już tu zostaną na zawsze. Z każdego wagonu wynoszą po paru kolegów poduszonych. Kilkunastu udaje zaduszonych i wynoszą ich na wspólny stos do wagonu. Liczą oni, że gdy pociąg odjedzie jakoś umkną. Biedni w tej grze przegrali swą stawkę. Gdy już wagon na bocznicy zapełnił się ciałami, a było ich około 200, ruszamy dalej w nieznane. Na bocznicy został samotny wagon nieboszczyków, wśród których gramolą się żywi.

Nadeszła straszna chwila. Na rozkaz gestapowców 4 bahnschutzów tzw. straż kolejowa oblewa wagon z ciałami ze wszystkich stron benzyną i podpala go. I oto pod niebo wśród dymu i płomieni i skwierczących ciał wzbiły się nieludzkie krzyki, ludzi żywcem palonych. To wyło ciało ludzkie żywcem palone, cal po calu pełzał żarłoczny ogień chciwie pożerając to, co parę dni temu było człowiekiem. Jakie nieludzkie męki przeżyli ci ludzie, jakże w tę godzinę przeklinali myśl, która ich tu zawiodła. Myśleli, że przeżyją, ale już na Pawiaku śmierć swym stygmatem zaznaczała ich czoła. Oto pochodnie ludzkie Nerona XX wieku. I tak w ten dzień płoną. (...)". Następnie jeńcy sowieccy wyrywali ze szkieletu wagonu bosakami czarną zwęgloną masę ludzką i ściągali do dołu.

W miejscu tym, obok tartaku, po okupacji postawiono krzyż. Tragedię tę upamiętnia także obelisk i tablica na ścianie dworca kolejowego w Skierniewicach (od strony parkingu). Po wojnie, 14 września 1945 r., dokonano ekshumacji wszystkich ofiar. Szczątki złożono do 17 trumien i 2 skrzyń, które następnie pochowano na skierniewickim cmentarzu przy parafii św. Jakuba w jednej zbiorowej mogile. Ofiarę, jaką ponieśli, upamiętniają ich imiona i nazwiska na pomniku z piaskowca. 

Wśród co najmniej 78 spalonych ofiar - 14 pochodziło z gminy Kołbiel. Byli to : Bolesław Chodakowski - aptekarz (w części tzw. internatu przy kościele), lat 54; Józef Duszczyk - nauczyciel, lat 32; Paweł Falenciak- emerytowany tramwajarz, lat 66; Feliks Fijałkowski - kierownik szkoły powszechnej (dziś podstawówki przy ul. Szkolnej), lat 57; Tomasz Floriańczyk- masarz i restaurator, lat 40; Antoni Kucharski - krawiec, lat 36; bracia Maciosowie: Józef- listonosz, w konspiracji w sekcji dywersji , lat 23; Jan- rolnik, lat 19; Jan Mlącki- masarz i restaurator, lat 42; Jan Nowak - podwójt (zastępca wójta), lat 42; z Rudna - bracia Ostrowscy: Stanisław - porucznik AK (pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych i awansowany na kapitana) ps. Strażak , lat 27; Jan - technik drogowy, lat 31, obaj z folwarku w Starej Wsi (synowie ogrodnika) - dziś część Kołbieli ; Władysław (Bolesław) Stachowicz- robotnik, lat 31; Michał (Ryszard) Wilbik- piekarz, lat 37.

Pozostali przy życiu kołbielanie trafili do obozu w Gross-Rosen. Byli to: bracia Bęczkowie: Jan - stolarz i strażak miejscowego OSP, ok. 25 lat; Andrzej - woźny Urzędu Gminy w Kołbieli i naczelnik OSP Kołbiel, ok. 40 lat; Józef Dąbrowski- fryzjer, żołnierz AK, ps. Rumun, lat 23; Tadeusz Drecki - nauczyciel, wygnaniec z woj. poznańskiego; Bolesław Makoś - robotnik, ok.25 lat; Franciszek Rosłaniec- handlarz bydła, ok. 50 lat; Witalis Wawrzyniak- stolarz, przesiedleniec z woj. poznańskiego.” 
Cześć ich pamięci !

Andrzej Kamiński

Kołbiel pamięta tych, którzy stracili życie w "pociągu śmierci" komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się