20°C bezchmurnie

Łukasz Helt- otwocki karateka z osiągnięciami

Kiedy: 2018-08-07 , godzina: 11:33 | Gdzie: Otwock

W październiku skończy 20 lat, a na swoim koncie ma już nie lada wyczyny. Może pochwalić się 3. miejscem w Mistrzostwach Polski oraz 4. miejscem w Mistrzostwach Europy. Z utalentowanym sportowcem Klubu Sportów Walki UKS BUSHI z otwockiego Świdra - rozmawia Sebastian Rębkowski.

 

Na początek pytanie: czym w zasadzie jest karate?

Karate jest sztuką walki, która została stworzona na Okinawie w Japonii. Kształtuje ona kondycję człowieka, ale ma także duży wpływ na jego osobowość.

 

Dla niewtajemniczonych - jakie są poszczególne stopnie zaawansowania?

Mamy różne rodzaje karate, wyróżniamy w nim różne stopnie,a w tym, który trenuję (Kyokushin), są odpowiednio: biały, pomarańczowy, niebieski, żółty, zielony, brązowy i czarny. Początkujący zaczynają od białego pasa, czarny jest zwany mistrzowskim. Treningi skupiają się na tym, żeby osiągnąć właśnie ten ostatni, najwyższy stopień.

 

Jak długa jest droga od białego do czarnego pasa?

W grupie seniorów trwa to około 7-8 lat. Jeżeli przygodę z karate zaczyna dziecko, to by dojść do mistrzowskiego stopnia, potrzebuje około 10 lat.

 

Kiedy zaczęła się Twoja historia z karate?

Trenuję od 14 lat. Impuls dali mi rodzice, którzy zapisali mojego brata, wkrótce potem dołączyłem do niego. Brat jednak znudził się treningami, a ja złapałem bakcyla do dalszych działań i tak zostało po dziś dzień. Na przestrzeni tego czasu miałem krótkie przerwy w treningach, nie udało mi się jeszcze zdobyć czarnego pasa. Jest to związane z tym, że nie zawsze łatwo jest zdać egzaminy na kolejne stopnie.

 

Jak wyglądają egzaminy karate?

Na biały pas egzamin trwa około 30 minut - sprawdzana jest ogólna sprawność zawodnika oraz najprostsze techniki. Zupełnie inaczej kształtuje się test na czarny stopień. Różnica widoczna jest już w czasie. Sprawdzenie umiejętności kandydata zajmuje nawet 8 godzin, podczas egzaminu przechodzi się do 20 walk, a na dodatek jest jeszcze test sprawnościowy, gdzie pretendent do pasa w różny sposób musi wykonać 100 pompek. Dopiero po takiej przeprawie udaje się osiągnąć upragniony cel.

 

Co zmieniło się dla Ciebie na przestrzeni tych lat, odkąd uprawiasz ten sport?

Gdy byłem młodszy, traktowałem to bardziej jako przygodę. Na początku grało się w berka, biegało z kolegami i przećwiczyło kilka technik. Z biegiem czasu zmianie znacznie uległa forma treningów. Nasi trenerzy przygotowywali coraz bardziej zaawansowane zajęcia: trudniejsze sposoby uderzeń, więcej walk oraz rozpisany plan działania.

 

Pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy udało Ci się osiągnąć dobry rezultat?

No pewnie, było to 12 lat temu, w Michałowicach. To tam wygrałem tzw. walki reżyserowane, wówczas jeszcze z trenującym bratem. Początkowo, wchodząc na matę, byłem w dużym stresie i nie czułem się swobodnie. Jednak z każdym kolejnym występem, zyskiwałem pewność siebie, co dawało chęć do kolejnych ćwiczeń.

 

Jak to się stało, że wystąpiłeś na Mistrzostwach Polski?

Kiedy właściwie codziennie jestem na treningach, gdzieś wewnątrz człowieka krąży taka myśl, że warto byłoby wystartować na jakiejś większej imprezie. Wymaga to jednak konsekwencji, zaangażowania psychicznego, ale też poświęcenia czasu i uwagi. Zaczynasz od małych turniejów, zwykle lokalnych, potem dowiadujesz się o kolejnych. W końcu zdajesz sobie sprawę, że te małe kroczki otwierają drogę do czegoś większego. Udało się to właśnie w kwietniu - w Limanowej zdobyłem 3. miejsce na MP.

Te małe kroczki zaprowadziły Cię w końcu także na Mistrzostwa Europy... Opowiedz o tym...

To prawda. Mistrzostwa Europy odbyły się w miesiąc po Michałowicach. Miałem trzy tygodnie okresu treningowego i tydzień odpoczynku. Przez ten czas musiałem dojść do poziomu europejskiego. Na samych ME pierwszą walkę z Hiszpanem wygrałem przed czasem, co bardzo mnie ucieszyło. Co prawda nie udało się wygrać walki o 3. miejsce z Ukraińcem, ale czuję się pewny siebie i wiem, co chcę robić.

 

Ostatnio aktywnie spędziłeś czas w roli opiekuna.

Zgadza się, byłem wychowawcą na obozie nad polskim morzem. Wcześniej przeszedłem oczywiście specjalny kurs wychowawcy kolonijnego. Przez dwa tygodnie pod swoimi skrzydłami miałem grupę dwudziestu dzieciaków w wieku 11-13 lat. Trzeba przyznać, że to duże wyzwanie, by zapanować nad tyloma młodszymi karatekami, jednak sądzę, że sprostałem temu zadaniu.

 

Jakie plany na przyszłość?

Mam zamiar zrobić kurs na instruktora karate, co w moim przypadku będzie akurat formalnością. Chciałbym też zdobyć uprawnienia ratownika i jeszcze kilka innych. Mam także ochotę zwiedzić trochę świata (śmiech).

 

Chciałbyś mieć własną szkółkę karate w przyszłości?

Byłoby to naprawdę świetne. W zasadzie chodzi o impuls. Jeżeli zgłosisz się do jednej szkoły z propozycją otwarcia takich zajęć, z czasem, gdy przekonasz się, że masz do tego smykałkę i chęci, wszystko będzie rozwijać się automatycznie.

 

Czego Ci więc życzyć?

Wytrwałości, wytrwałości w realizowaniu celów. Żebym nie zaprzestał tego, co robię, bo jest w tym perspektywa na przyszłość.

 

Dzięki za rozmowę.

 

Łukasz Helt- otwocki karateka z osiągnięciami komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się