:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  8°C pochmurno z przejaśnieniami

Dzik Franek i locha Adela

Dziki w Otwocku już nikogo nie dziwią. Widujemy je, idąc na grzybobranie do lasu, spotykamy pod domami, ustępujemy pierwszeństwa dziczym rodzinom przechodzącym drogą przed maskami naszych samochodów. Jedni ich się boją, inni przechodzą obojętnie, ale są i tacy, którzy próbują się z nimi zaprzyjaźnić – choć to może za dużo powiedziane...

„Zamieścili Państwo w gazecie zdjęcia naszych dzików! Znamy je bardzo dobrze, są niegroźne i nie robią nikomu krzywdy. Przychodzą do nas w odwiedziny, uwielbiają suchy makaron, owoce i chleb” – mówi nam przez telefon oburzona pani Kasia. Rzeczywiście, artykuł o dzikach był opatrzony zdjęciami otwockich dzików, ale do głowy nam nie przyszło, że ktoś może je rozpoznać, dostrzec znaki szczególne, plamkę na ryjku czy tym podobne niuanse. O nadawaniu imion nie wspominając! Ponieważ wykazaliśmy się, jako redakcja, ignorancją i chcąc jakoś zrekompensować szkody na wizerunku zwierząt, postanowiliśmy porozmawiać z osobą, którą tak poruszyły zamieszczone przez nas fotografie.

Proszę przyjechać i zobaczyć na własne oczy”

Na rozmowie telefonicznej jednak się nie zakończyło. „Proszę przyjechać, jeśli chce Pani je zobaczyć, tylko proszę szybko, w ciągu piętnastu minut, bo później nie wiem czy będą” – usłyszałam przez telefon. W pierwszej chwili chciałam odmówić, ale później przyszła refleksja, że może warto zobaczyć jak się zachowują, jak wyglądają na żywo i z bliska, czy ich widok wywołuje panikę? Poza tym wypadałoby sprawdzić, czy ktoś nie wymyślił sobie całej historii o znajomych, oswojonych dzikach.

Pojechałam. Weszłam na posesję i od razu wyostrzyłam zmysły: gdzie te dziki? Gospodarz uradowany powiedział, żeby iść za nim, że zdążyłam, bo jeszcze są i jedzą. Minutę później znajdowałam się przy drewnianym płotku, furtka była otwarta na całą szerokość, a tuż przy wejściu stała cała dzicza rodzina. Locha i piątka młodych, choć już wyrośniętych dzików z umaszczeniem lekko jaśniejszym niż matka. Zajadały smacznie to, co pani Kasia i pan Sławomir dla nich przygotowali, czyli  - jak już wspomniałam wcześniej - suchy makaron i owoce. Jak przyznali gospodarze, dziki jedzą też pieczywo, a oni z racji sporych zapasów (znajomy ma restaurację i przywozi całe worki chleba), zawsze mają coś „pod ręką”. Pan Sławomir wspomina, że gdy remontował płot, dziki spokojnie spacerowały i wylegiwały się tuż obok. Przychodzą średnio co dwa dni - najpierw pojawiała się locha z odyńcem, później już tylko młode z matką.

Całe stado miało nadane imiona. Gospodarze rozróżniają młode po sposobie zachowania – jedno jest żywsze i energiczne, drugie znowu spokojne. Liczba warchlaków uległa też zmianie. Nie wiadomo, co stało się z szóstym malcem.

Są i minusy

Jak przyznają gospodarze, mimo sympatii do „ich” dzików, zwierząt jest za dużo, a liczba osobników znacznie się zwiększyła w ostatnim czasie. W okolicy ulicy Zacisznej żyje też większe stado, gdzie są dwie lochy z młodymi - łącznie kilkanaście sztuk. Te zwierzęta nie zbliżają się do ludzi i nie są oswojone.

Poza tym gdy byłam na posesji pani Kasi, dało się zauważyć, że sąsiedzi nie podzielają sympatii do dzików – rzucali w nie kamieniami, by te oddaliły się od domu (wielorodzinny, ma kilku gospodarzy). Zwierzęta bardzo zryły teren w okolicy zabudowań i to przeszkadza mieszkańcom. Pan Sławomir wspomniał również o ataku lochy na ich psa. W tej chwili zwierzęta przyzwyczaiły się do swojej obecności i nie wchodzą sobie w drogę.

Zapytaliśmy mieszkankę okolicy, która wracała z pracy ulicą Zaciszną, co myśli na temat oswajania dzików i czy rzeczywiście jest tak, że ludzie nauczyli się - albo raczej musieli nauczyć -  funkcjonować z dzikimi zwierzętami. Należy pamiętać, że Otwock jest specyficznym miastem, ma swój leśny klimat i posesje często są budowane na terenach zamieszkałych przez dziki. Niekoniecznie więc zwierzę przyszło z lasu, ale może to człowiek naruszył środowisko, w  którym ono wcześniej żyło.

Niestety, kobieta nie podzielała entuzjazmu pani Kasi. Przyznała, że wieczorami boi się wracać ulicą i pewnie sama by dokarmiała dziki, spotykając je na swojej drodze, ale zrobiłaby to dla świętego spokoju, żeby jej nie zaatakowały. Mieszkańcy również skarżą się, że nie widzą, by władze coś robiły w kwestii rosnącej populacji dzika. Z kolei władze Józefowa bardzo przestrzegają przed dokarmianiem zwierząt – to jedna z przyczyn, że  podchodzą one zbyt blisko domostw.

Edyta Grykałowska

 

 

 

 

Dzik Franek i locha Adela komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na iOtwock.info