11°C bezchmurnie

Flis Festiwal, czyli Jarmark Kultury Urzecza

Kiedy, jadąc z Karczewa od ul. Wiślanej, przecinamy drogę 801 (czyli przedłużenie Wału Miedzeszyńskiego) na wprost w kierunku Wisły, napotykamy znak "Przeprawa promowa", który prowadzi do bindugi wiślanej. To właśnie tutaj, na terenie łąkowym w miejscowości Gassy w weekend, 12 i 13 maja br. odbył się Flis Festiwal, czyli Jarmark Kultury Urzecza.

Podkonstancińskie Gassy to jedno z ważniejszych miejsc tego podwarszawskiego regionu etnograficznego, który rozpościera się nad dwoma brzegami Wisły. Regionu, którego centralnym punktem od niepamiętnych czasów była przeprawa przez Wisłę łącząca mieszkańców przeciwległych brzegów rzeki. Mimo upływu lat, także dzisiaj, wiślany prom w symboliczny sposób spaja lewo- i prawobrzeżne Urzecze, dając świadectwo przeplatania się trzech wielkich kulturowych tradycji. W pierwszej kolejności mazowieckiej (mazurskiej) związanej z średniowiecznym osadnictwem na tych ziemiach, dawnej ziemi czerskiej i warszawskiej, a także flisackiej (orylskiej) nierozerwalnie związanej z handlem i spływem towarów na Wiśle. Pisząc o tym swoistym kulturowym tyglu, nie sposób nie wspomnieć o tradycjach olęderskich, które przywieźli ze sobą napływający z północy osadnicy z Fryzji, Pomorza i Kujaw od XVII stulecia skutecznie zagospodarowujący tutejsze tereny zalewowe. Trafili na Urzecze na zaproszenie lokalnych ziemian, ponieważ mieli rzadką - jak na owe czasy - umiejętność gospodarowania na zalewowych terenach nadrzecznych. A skuteczne radzenie sobie ze skutkami powodzi na Mazowszu, gdzie w większości dominuje piaszczysta i nieurodzajna ziemia, było dla tamtejszych mieszkańców i handlujących na Wiśle flisaków niesłychanie ważne. Gleba wzbogacana rzecznym mułem stawała się żyzna i rodziła obfitsze plony, które później spławiano Wisłą. Stąd też bliskie związki olędrów z flisakami, których nazywano tutaj orylami. Urzeczanie dbali o bezpieczeństwo nadwiślańskich terenów, zakładali spółki wodne i związki wałowe.

- Ideą Flis Festiwalu jest odbudowa mazursko-orylsko-olęderskiej tożsamości Urzecza oraz popularyzacja kulturowego dziedzictwa innych nadrzeczy Polski i Europy -  mówi dr Łukasz Maurycy Stanaszek - polski antropolog i archeolog, wielki popularyzator i badacz tego mikroregionu etnograficznego, promotor festiwalu, który w tym roku odbywał się już po raz siódmy. - Chcemy promować zachowane po dziś dzień elementy autentycznej kultury ludowej regionu, tradycyjny flis rzeczny, zanikające zawody wiślane, muzykę, tańce i piękne „wilanowskie” stroje, dawne pieśni i przyśpiewki czy też unikatowe urzeckie przysmaki…

Ponieważ pogoda w weekend dopisała, nic dziwnego więc, że mieszkańcy Karczewa, Góry Kalwarii oraz innych okolicznych miejscowości zjawili się w Gassach tłumnie. Atrakcji nie brakowało… Można było obejrzeć nie tylko tradycyjne łodzie flisackie, ale i posłuchać opowieści o historii regionu oraz tajnikach dawnej żeglugi rzecznej, zapoznać się z dawnymi obrzędami czy pokołysać przy dźwiękach wyjątkowej regionalnej muzyki. Na scenie festiwalu wystąpiły zespoły ludowe Powsinianie i 30+, Łurzycanki, URZECZEni i Kalwarki. Repertuar był na tyle urozmaicony, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Grupa Bum Bum Orkestar z kolei, która w swojej twórczości łączy kilka gatunków muzycznych: muzykę bałkańską, klezmerską z tradycyjnymi polskimi rytmami, zaprezentowała solidny kawał dobrej, pełnej energii muzyki. Eklektyczną mieszanką muzycznych tradycji ludowych z nowoczesnymi aranżacjami inspirowanymi rockiem, jazzem, reggae i ska zaskoczyła wrocławska Hoverla. Mocna rockowa sekcja z dynamicznymi, folkowymi skrzypcami, akordeonem i melodyjnym, słowiańskim wokalem złożyły się na niezwykle żywiołowe i energetyczne widowisko muzyczne. Nie zabrakło również klimatów szantowych w wykonaniu zespołu Majtki Pana Kapitana działającego przy Konstancińskim Domu Kultury w Konstancinie-Jeziornie.

Prawdziwą żywą lekcją historii dla uczestników festiwalu były warsztaty dawnych zawodów: garncarza, powroźnika, wikliniarza, snycerza czy zielarki. Można było zobaczyć, jak dawniej robiono papier czerpany i popróbować swych sił w ludowych wycinankach.  A odwiedzając zrekonstruowaną wioskę flisacką, dowiedzieć się, jak niegdyś żyli ludzie nad rzeką, co to były pychówki, baty, galarki, galary, szkuty, dubasy i łodygi oraz popróbować z dymiących kociołków tradycyjnych urzeckich potraw - tzw. sytochy, czyli zupy z przetartych ziemniaków okraszonych słoniną oraz siuforka - zupy rybnej spożywanej niegdyś przez flisaków, a gotowanej z ryb rzecznych poławianych w Wiśle oraz warzyw. Wyjątkowy spektakl plenerowy „Opowieści znad Wisły” zaprezentował Teatr Baza, opowiadając o złotym okresie żeglugi wiślanej i niełatwym flisaczym życiu.

- Na wiślanym szlaku kwitł przede wszystkim handel - opowiada Władysław Baliński, tradycyjnie odgrywający na karczewskich imprezach rolę kupca Melchiora Walbacha, - ale wieczorem, kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi, flisacy rozpalali na brzegu ogniska i snuli różnego rodzaju opowieści, opowiadając niesamowite historie o utopcach, syrenach i innych dziwnych stworach zamieszkujących podwodne głębiny.

Na wiślanej łasze w Karczewie, gdzie równolegle odbywała się druga część imprezy, występował zespół ludowy Sołtysi, można było też obejrzeć wystawę przygotowaną przez Towarzystwo Przyjaciół Karczewa oraz zapoznać się z ofertą karczewskiej Miejsko-Gminnej Biblioteki Publicznej. Efektownym zwieńczeniem tegorocznego festiwalu był „Flislajt”, czyli spektakularna parada oświetlonych łodzi na Wiśle.

Foto: Władysław Baliński / Anna Kostyra

Andrzej Idziak

Flis Festiwal, czyli Jarmark Kultury Urzecza komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się