W Otwocku zima zawsze przychodzi znienacka. Nawet jeśli jest zapowiadana w prognozach pogody. Gdy tylko temperatura spadnie poniżej zera, a na chodnikach pojawi się gołoledź, miasto reaguje zaskoczeniem godnym bohatera slapstickowej komedii, który po raz setny wchodzi na tę samą skórkę od banana.
Spacer po Otwocku w lutym to nie jest zwykły spacer. To prawdziwy test charakteru, refleksu i kondycji stawów. Każdy krok jest aktem odwagi, a każdy brak złamania - osobistym sukcesem. Chodniki, zamiast pełnić funkcję infrastruktury dla pieszych, stają się naturalnym lodowiskiem, na którym mieszkańcy, zupełnie za darmo, mogą ćwiczyć piruety, szpagaty i lądowania zakończone telemarkiem. Sport masowy? Jak najbardziej. Zorganizowany? Raczej niekoniecznie.
Osoby odpowiedzialne za miejską infrastrukturę zdają się wychodzić z założenia, że gołoledź to zjawisko elitarnie rzadkie, niemal egzotyczne. Coś pomiędzy zaćmieniem Słońca a przelotem komety Halleya. Skoro więc występuje raz na jakiś czas, nie ma sensu reagować nerwowo. A że „raz na jakiś czas” - w praktyce - oznacza kilka tygodni każdej zimy, to już szczegół techniczny, który najwyraźniej umyka urzędniczej wyobraźni.
Oczywiście, można argumentować, że posypywanie chodników to zadanie wymagające planowania, sprzętu i pieniędzy. Trudno się z tym nie zgodzić. Z drugiej strony, trudno też nie zauważyć, że inne miasta w Polsce i to zimą - jakoś sobie z tym wyzwaniem radzą. Najwyraźniej w Otwocku postawiono na inną filozofię: adaptację zamiast prewencji. Skoro ślisko, to trzeba się przyzwyczaić albo nauczyć chodzić jak pingwin.
Jest w tym podejściu pewna perwersyjna konsekwencja. Miasto nie tyle nie dba o posypywanie chodników, co konsekwentnie dba o zachowanie naturalnego charakteru zimy. Bez ingerencji człowieka. Bez soli. Bez piasku. Ekologia pełną parą. Upadek na lód? No cóż… To tylko cena, jaką płacimy za kontakt z przyrodą w przestrzeni miejskiej.
Problem w tym, że przyroda nie przyjmuje skarg, a urzędy - jak się okazuje - też niekoniecznie. Mieszkańcy mogą pisać, dzwonić, zgłaszać, a chodniki i tak pozostają wierne swojej lodowej estetyce. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pieszy w Otwocku jest uczestnikiem jakiegoś długofalowego eksperymentu społecznego. Pytanie brzmi: ilu złamań potrzeba, by uznać go za zakończony?
Felietonista ma ten luksus, że może ironizować. Pieszy już niekoniecznie. Dla starszych osób, rodziców z wózkami czy ludzi z niepełnosprawnościami, gołoledź nie jest anegdotą ani metaforą. Jest realnym zagrożeniem. I tutaj kończy się zabawa w cynizm, a zaczyna zwykła, nudna odpowiedzialność samorządu. Ta sama, która tak dobrze wygląda w strategiach, programach i materiałach promocyjnych.
Nie chodzi o to, by zima została odwołana. Chodzi o to, by miasto robiło to, co do niego należy. Chodnik ma służyć do chodzenia, a nie do sprawdzania, czy obywatel potrafi utrzymać pion w ekstremalnych warunkach. Posypywanie chodników nie jest fanaberią, tylko standardem. Takim samym jak odśnieżanie jezdni czy działające latarnie.
Na razie jednak Otwock konsekwentnie trzyma się swojej lodowej narracji. Kto wie, może w przyszłym sezonie pojawią się mapy najtrudniejszych tras, klasyfikacje stopnia śliskości albo miejski konkurs na najefektowniejszy poślizg. Skoro już całe miasto zamienia się w lodowisko, wypadałoby je przynajmniej wpisać do oferty turystycznej.
Do tego czasu mieszkańcom pozostaje zaopatrzyć się w raczki, kijki trekkingowe i dużo cierpliwości. Bo w Otwocku zima zawsze zaskakuje. Zwłaszcza tych, którzy powinni być na nią przygotowani.
Andrzej Idziak
Fot. Zdjęcie poglądowe
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Łatwo jest krytykować! Bardzo łatwo. Prawda I rzeczywistość jest taka, że wszechobecne I powszechne solenie wszystkiego, co jest w przyrodzie, też chodników i ulic , jej nie służy. Zima tegoroczna jest zimowa, podobno to tak Kaczor z Donaldem załatwili Polaków! Tak to I piszą, ale nie w TVP. Jak ktoś posoli jezdnie I chodniki, plus chlorek wapnia, to ktoś to musi później posprzątać. Taka kolej rzeczy. To też kosztuje. Ktoś musi za to zapłacić! Tyle dni tych działań, razy tyle operacji solenia i sprzątania, jak w tym roku, no to jest suma, której pewnie nikt nie przewidział w tej zimie. Bo i skąd. 15 zim było takich sobie. Wy, towarzyszu dziennikarzu przemyślcie to sobie. W ciszy i w ciepłe.
do Wiatr wiosenny 1. Nie trzeba koniecznie sypać solą, można chlorkiem magnezu lub chlorkiem wapnia. Ekologiczna jest ziemia okrzemkowa. 2. Jeszcze nie tak dawno przynajmniej sypano piaskiem. Teraz można odnieść wrażenie, że w temacie chodników służby nawet nie "podniosły rękawicy". Nasz szanowny prezydent też wydaje się być bardzo zajęty. Wice też zamilkł. Może zajmują sie polityką? Choć wygląda, że raczej biorą na przeczekanie, bo za bardzo nie ma się czym pochwalić.
Większy problem jest z siedzącymi w samochodach na włączonym silniku, albo leniwymi co im się skrobać szyb nie chce. Koszmar i siwy dym. Nie da się oddychać.
Lepiej tak niż jak niektóre kapeluszniki jedzie max 50 ale cały zamrożony zaparowany i wymusza pierszeństwo
@Kierowca - niezalogowany Nie, nie lepiej Jak nie potrafi ogarnąć samochodu to niech siedzi na tyłku, idzie pieszo albo jedzie autobusem/uberem Dosyć już przyzwolenia na smrodzenie przez blacharzy. Robić zdjęcia/zgłaszać/gonić aż się nauczą!
Media też są winne być może najbardziej. W zeszły poniedziałek uczepiły się Wielkopolski że tam lód,nie do życia itp. Tymczasem na Mazowszu i naszym Otwocku zaległa cienka 2-5mm warstwa niewidocznego lodu. No cóż wyszedłem bez koniecznej uwagi i przeszedłem tylko dwa kroki.
Najważniejsze są drogi a chodniki no i tak w taka pogode nikt sobie nie spaceruje co najwyżej kilka kroków do samochodu
Łatwo jest krytykować! Bardzo łatwo. Prawda I rzeczywistość jest taka, że wszechobecne I powszechne solenie wszystkiego, co jest w przyrodzie, też chodników i ulic , jej nie służy. Zima tegoroczna jest zimowa, podobno to tak Kaczor z Donaldem załatwili Polaków! Tak to I piszą, ale nie w TVP. Jak ktoś posoli jezdnie I chodniki, plus chlorek wapnia, to ktoś to musi później posprzątać. Taka kolej rzeczy. To też kosztuje. Ktoś musi za to zapłacić! Tyle dni tych działań, razy tyle operacji solenia i sprzątania, jak w tym roku, no to jest suma, której pewnie nikt nie przewidział w tej zimie. Bo i skąd. 15 zim było takich sobie. Wy, towarzyszu dziennikarzu przemyślcie to sobie. W ciszy i w ciepłe.
do Wiatr wiosenny 1. Nie trzeba koniecznie sypać solą, można chlorkiem magnezu lub chlorkiem wapnia. Ekologiczna jest ziemia okrzemkowa. 2. Jeszcze nie tak dawno przynajmniej sypano piaskiem. Teraz można odnieść wrażenie, że w temacie chodników służby nawet nie "podniosły rękawicy". Nasz szanowny prezydent też wydaje się być bardzo zajęty. Wice też zamilkł. Może zajmują sie polityką? Choć wygląda, że raczej biorą na przeczekanie, bo za bardzo nie ma się czym pochwalić.
Większy problem jest z siedzącymi w samochodach na włączonym silniku, albo leniwymi co im się skrobać szyb nie chce. Koszmar i siwy dym. Nie da się oddychać.