:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  8°C całkowite zachmurzenie

Poeta Andrzej Krzysztof Malesa: Sięgać do studni duszy

Publikacje, Poeta Andrzej Krzysztof Malesa Sięgać studni duszy - zdjęcie, fotografia

Z Andrzejem Krzysztofem Malesą - poetą-romantykiem z Otwocka rozmawia Andrzej Idziak

- Poeta, prozaik, aktor, dziennikarz, krytyk literacki, ale także - jak sam Pan o sobie pisze – „romantyk, piewca zmysłowej miłości i miłośnik kobiecego piękna”… Jest Pan współczesnym odpowiednikiem człowieka renesansu ?

- (śmiech) Człowiek renesansu to może za dużo powiedziane…, aczkolwiek mam świadomość, że odstaję nieco od współczesności. Romantyzm, jak również poezja - w moim wydaniu - bardzo klasyczna, odwołująca się do tradycji mickiewiczowskich nie jest w ostatnich  latach w modzie. Niewielu jest współczesnych poetów, którzy piszą dwunasto- czy trzynastozgłoskowcem, dla mnie jednak forma wiersza ma istotne znaczenie. Trochę ubolewam nad tym, że współczesna poezja bazuje na wierszu białym, gdzie tak naprawdę forma jest dopiero na drugim miejscu, nie jestem przekonany do tego rodzaju twórczości i taką poezję - powiem szczerze - czytam dość sporadycznie. Rzadko który, ze znanych mi współczesnych poetów, potrafi zawrzeć w swoich utworach wewnętrzną harmonię pomiędzy treścią wiersza a formą przekazu.

- Czym dla Pana - człowieka wrażliwego na słowo, filologa i humanisty - jest poezja?

- Definicji poezji jest tyle, ilu jest jej czytelników. Każdy z piszących pewnie także rozumie ją inaczej. Dla mnie osobiście to rodzaj interaktywnej gry z wyobraźnią i wrażliwością czytelnika. Wydaje mi się, że poezja powstaje po to, by nasze życie było lepsze, doskonalsze. Przed poezją stoi ogromne wyzwanie, ma sprawiać, że świat będzie piękniejszy.

- A dla kogo Pan pisze, kto jest adresatem, czy może chciałby Pan, żeby był odbiorcą Pana poezji?

- Tak się składa, że moje wiersze czytają głównie kobiety. Jeśli prześledzi Pan mój profil na Facebooku czy ewentualnie którąś z moich autorskich grup poetyckich, a mam ich aż cztery, to zauważy Pan, że 95 proc. czytelników stanowią kobiety. To one czytają i komentują kolejne tomiki moich wierszy. Wiem, że nie wystawia to najlepszego świadectwa mężczyznom, ale prawda jest taka, że płeć piękna jest od nas wrażliwsza. Mężczyźni bardziej skupiają się na rzeczach praktycznych, co korzeniami sięga gdzieś naszej tradycji i kultury, bo to na nas ciąży obowiązek utrzymania rodziny, zapewnienia jej bytu. Z kolei kobieta zajmuje się przekazywaniem wartości duchowych, tworzeniem atmosfery i magii domowego ogniska. I dlatego wydaje mi się, że wiersze romantyczne siłą rzeczy bardziej trafiają do kobiet, bo w ich przypadku ziarna poezji padają na bardziej podatny „grunt”. Czasem z tej wrażliwości wyrastają naprawdę piękne i egzotyczne kwiaty.

- O takich ludziach jak Pan zwykło się mówić, że „poeta siedzi w człowieku”. Czy Pan też tak to czuje?

- Jak powiedział pewien znany człowiek z mojej branży: „poetą się nie jest, poetą się bywa”. Nie do końca jednak zgadzam się z tym poglądem. Ja staram się pisać codziennie po to, by szlifować swój warsztat i wciąż stawiać sobie nowe wyzwania. Nie mam takich okresów w życiu, kiedy odkładam pisanie na tydzień, miesiąc czy dłużej. Dlatego niektórzy zarzucają mi, że  nie przeżywając twórczych kryzysów, nie bazuję na natchnieniu. Jeżeli jednak podchodzi się do czegoś konsekwentnie, jeżeli wkłada się w to dużo serca, to prędzej czy później musi to przynieść efekt. Inna rzecz, że poezja jest dziedziną sztuki, która jest tak dalece subiektywna, że nie do wszystkich trafia. Mój ostatni tomik wierszy pt. „Ogród zmysłów”  jest np. próbą przełamania pewnego tabu, jeśli chodzi o erotykę w kulturze polskiej. Dlatego jest bardzo dosłowny, burzący stereotypy. Ja rozumiem, że poezja liryczna powinna być subtelna, delikatna i czuła, ale jeśli przeniesiemy ją na grunt erotyki, to czy erotyzm według Pana jest łagodny, subtelny? Przecież tak naprawdę zależy on od temperamentu kobiety. Dlatego zbiór ten zawiera 131 wierszy mówiących o bardzo różnych odcieniach kobiecego erotyzmu. Wybierała je zresztą kobieta, moja asystentka Krystyna Książek, z którą współpracuję od dwóch lat i która prowadzi m.in. moje grupy na Facebooku. Dostała do wyboru 300 moich tekstów o tej tematyce i zdecydowała się pokazać właśnie te, które znalazły się w tomiku. Ja nie piszę dla krytyków tylko dla ludzi wrażliwych. Moja poezja nie jest oparta w swoim przesłaniu na głęboko posuniętym intelektualizmie, jest przede wszystkim emocjonalna. Powiedziałbym, że jest to taki emocjonalizm liryczny, którego najważniejszym zadaniem jest odwoływanie się  do sfery uczuć.

- Skąd czerpie Pan inspiracje do swoich wierszy?

- Tak naprawdę inspiracją jest wszystko to, co nas otacza. Wystarczy tylko spojrzeć  uważnie wokół przez pryzmat własnej wrażliwości. Takie podejście pozwala lepiej zrozumieć świat, a jednocześnie odrzucić jego dosłowność.

W 2009 roku wydałem zbiór wierszy „W Dolinie Świdra”, powstanie którego było inspirowane moimi przeżyciami z dzieciństwa. Po ukazaniu się tego zbioru w prasie pojawiły się dwie recenzje, z których żadna, niestety, nie odnosiła się do warstwy artystycznej zawartych tam utworów, będąc jednocześnie próbą ich dosłownej interpretacji. Zarzucano mi, że przedstawiłem nieprawdziwy obraz Świdra, że rzeka jest „pełna śmieci, butelek, puszek i zużytych prezerwatyw”. To mnie dotknęło, bo jak to się ma do istoty zawartego w zbiorze przesłania. Przecież „W Dolinie Świdra” jest pewnego rodzaju formą podróży sentymentalnej do krainy mojego dzieciństwa. W moich wierszach jest inny Świder niż teraz, bardziej malowniczy, urokliwy, pełen ryb, z którym będąc młodym chłopakiem, byłem w jakiś sposób związany emocjonalnie. Wspominając nasze dzieciństwo, zawsze mamy skłonność do jego idealizowania, to naturalne. Jest w tym tomiku wiersz zatytułowany „Mała ojczyzna”,  w którym napisałem: „Mała ojczyzna to jest miejsce w duszy, miejsce szczególne - to wiem bez dwóch zdań, to echo w leśnej zawodzące głuszy, siła wzruszenia - co zatyka krtań”. Ktoś  kto urodził się w Otwocku czy w jego okolicach na pewno znajdzie w tej poezji wyobrażenie tamtego Świdra sprzed lat. Porównywanie go do stanu, w jakim się aktualnie znajduje, to dowód na prymitywizm i absolutny brak zrozumienia istoty poezji.

- Pana poezja zdobyła już liczne grono fanów. Na Facebooku powstała nawet specjalna grupa pod nazwą  „Piękno Słowa”, której celem jest prezentowanie Pana twórczości. Czy media społecznościowe to dobra forma komunikowania poezji? Nie ma przecież nic bardziej osobistego i prywatnego niż wiersz, a FB raczej mało ma wspólnego z intymnością, więcej z ...ekshibicjonizmem.

- To wszystko zależy od charakteru grupy. Ja prowadzę na Facebooku cztery grupy poetyckie, najliczniejsza z nich to „Piękno słowa”, należy do niej blisko 1 200 osób. Kolejna to „Ogród zmysłów” skupiająca ok. 700 osób. Następne to „Pachnidło” - grupa zrzeszająca miłośników poezji sensorycznej, której grono liczy blisko 500 osób i najmniejsza -„Dotyk piękna”. Za wyjątkiem tej ostatniej, w której można publikować wiersze tylko mojego autorstwa, we wszystkich pozostałych uczestnicy publikują także swoją własną poezję. Ostatni wydany przeze mnie tomik wierszy „Ogród zmysłów” powstał właśnie na bazie działalności grupy, która stworzyłem na Facebooku. Uważam, że Facebook to dobre miejsce na prezentowanie poezji, wszystko zależy jednak od charakteru danej społeczności i tego, kto pełni w niej rolę administratora oraz moderatora To te osoby tak naprawdę nadają grupie charakter, czują się za nią odpowiedzialne i stymulują jej aktywność. Są na Facebooku również grupy, sam znam takie, w których dosłownie gnoi się ludzi, którzy chcą pisać, pozbawia złudzeń, odmawiając im odrobiny talentu. Tych zdecydowanie nie polecam…

- Są  ludzie, którzy mają do poezji przysłowiowe drewniane ucho, więc nigdy jej nie odczują i nie zrozumieją. Dla nich poezja zawsze będzie pewnego rodzaju formą szarlatanerii... Czy żeby rozumieć poezję, trzeba być obdarzonym specjalną wrażliwością? A może wystarczy być po prostu humanistą?

- Wydaje mi się, że dla rozumienia poezji niepotrzebna jest jakaś szczególna wrażliwość. Wśród moich czytelników zdarzają się osoby z wyższym wykształceniem, ale również i te, które skończyły podstawówkę. Wielu z nich w pewnym okresie swojego życia odkrywa, że może swoją duszę wypełnić poezją. I na tym to polega… Poezja powinna rozbudzać tęsknoty uśpione w człowieku, by mógł poznawać prawdziwy smak życia. Nie ma czegoś takiego jak uniwersalna uczuciowość. Ta, którą obserwuję u moich czytelników, znajduje się w różnych fazach przebudzenia. U większości tkwi w głębokim letargu. Jeżeli jednak w życiu człowieka zdarzy się coś, co dotknie chociażby na moment jego serca, to proszę mi wierzyć - jego wrażliwość się przebudzi. Inna rzecz, że ludzie wstydzą się swej wrażliwości, bo jest ona utożsamiana ze słabością. A jeśli ktoś jest słaby, to można go wykorzystać. Bardzo się tego boimy. Wrażliwość oznacza w końcu, że ma się skrupuły moralne. To przeszkadza, bo współczesny „wyścig szczurów” nie uznaje żadnych zasad i oporów, nie mówiąc już o wartościach opartych na Dekalogu. Pewnie zaraz zapyta Pan jak to jest, że osoba wierząca może pisać tak ostre erotyki. No cóż, jestem pełen sprzeczności, bo piszę również lirykę religijną... Kiedy opublikowałem jeden z moich wierszy pt. „Bez słowa”, wielu znajomych odwróciło się ode mnie, a pewien poeta z Elbląga napisał, że właśnie stworzyłem nowy gatunek literacki… pornotyk (śmiech).

- Czy istnieje w Pana przekonaniu recepta na dobry wiersz?

- Nie ma czegoś takiego jak recepta na dobry wiersz. Dobrym wierszem może być zarówno haiku, bazujące na kilku słowach, jak również kilkuzwrotkowy dwunastozgłoskowiec czy wiersz biały. Wszystkie te formy jednak muszą się opierać na solidnej metaforze. Większość osób parających się pisaniem poezji białej - przynajmniej na Facebooku - o tym zapomina, wychodzi z założenia, że wystarczy złożyć kilka przypadkowych słów i będzie to od razu poezja. Ale to nie jest tak! Poezja musi coś wnosić - do naszego postrzegania świata, do naszej wrażliwości, powinna na nas w jakiś sposób oddziaływać, zarówno pod względem formy jak i treści. Haiku na przykład bazuje na zaskoczeniu pewnymi zestawieniami słownymi. Wydaje mi się, że tylu, ilu jest poetów, tyle jest recept na dobry wiersz, ale jest to odczucie bardzo mocno subiektywne. Często jest tak, że wiersze, które uważam za swoje słabsze, mają najwięcej polubień na Facebooku. Mało tego, są wybierane przez recytatorów na wieczorach poetyckich poświęconych mojej twórczości. Naprawdę trudno mi powiedzieć, dlaczego tak się dzieje… Ja uważam, że wiersz jest dobry, jeżeli sięga głębiej do „studni duszy”. Nie może być tylko zabawą słowną.

- Ktoś kiedyś napisał, że Pana wiersze są „odważne, subtelne, zmysłowe i... tylko dla pełnoletnich”, to prawda?

- Podejrzewam, że chodzi o słowa autorki słowa wstępnego do mojego ostatniego tomiku „Ogród zmysłów”… Nie ukrywam, nie jest to poezja dla dzieci, ale jeżeli chodzi już o młodzież poszukującą odpowiedzi na pytania związane ze sferą swojej emocjonalności, nad którą nie do końca potrafi zapanować, jak najbardziej. Wydaje mi się, że jest to dobre źródło uczuciowej inspiracji. Lepiej, jeżeli młodzi ludzie będą odkrywać dla siebie erotyzm poprzez poszukiwanie jego piękna w poezji niż stykać się z jego wulgarnymi przejawami w Internecie. Takie podejście nie tylko zubaża, ale może również okaleczyć na  całe życie.

- Niedawno ukazał się kolejny tomik Pana wierszy pt. "Ogród zmysłów”. O czym jest ten zbiór?

- Tomik jest stosunkowo świeży, ponieważ ukazał się 5 maja tego roku. Jego celem było wypełnienie pewnego rodzaju luki w warstwie poezji współczesnej polegającej na próbie określenia intymnych relacji pomiędzy mężczyzną a kobietą językiem poezji. Tomik powstał po to, by wzbogacić nasze słownictwo w tej materii, by nauczyć nas mówić pięknie o miłości, bez wstydu i zażenowania. Cóż nasze życie byłoby warte bez miłości?

- Na koniec naszej rozmowy chciałem zapytać Pana jeszcze o samą istotę poezji. Co Pana w niej fascynuje?

- Poeta podobnie jak wirtuoz skrzypiec czy harfy może zagrać na najczulszych strunach ludzkiej duszy. To chyba kwintesencja tej fascynacji. Pisząc poezję miłosną, odpoczywam jak żeglarz na morzu oddający się przyjemności samego żeglowania. Dzięki liryce miłosnej stałem się znany, rozpoznawalny. I chociaż nie jest to istota mojej twórczości, bo tworzę również poezję refleksyjno-filozoficzną, to jednak poezja miłosna zawsze będzie dla mnie najważniejsza.

- Dziękuję za rozmowę.

 

_________________________________________________________________________

Andrzej Krzysztof Malesa – ur. w 1968 r. w Otwocku. Absolwent Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Poeta, prozaik, aktor, dziennikarz, krytyk literacki, prezes Stowarzyszenia Autorów Polskich (o/Mława), redaktor naczelny oraz wydawca miesięcznika społeczno-kulturalnego „Wiadomości Mławskie” i Antologii Pisarzy Mławskich „Tęcza w ciemności”. Jego wiersze i liryki miłosne ukazały się w 2008 r. w autorskim tomiku pt. „Smak Miłości”. Pomimo, że od kilkunastu lat mieszka na północnym Mazowszu, to jednak okres dzieciństwa i lata młodzieńcze spędził w Dolinie Świdra. Jego twórczość często nawiązuje do stron, z których się wywodzi. Dowodem tego jest m.in. zbiór wierszy „W Dolinie Świdra”(2009). Autor wydanego niedawno tomiku wierszy "Ogród zmysłów" (2017).

 

 

 

 

 

Poeta Andrzej Krzysztof Malesa: Sięgać do studni duszy komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na iOtwock.info