Portugalia zaskakuje na każdym kroku. To nie tylko kraj wielkich odkrywców, którzy przed wiekami wyruszali odkrywać nieznane lądy, ale także miejsce, gdzie czas wciąż płynie spokojnym rytmem małych miasteczek i rybackich portów. Od gwarnych ulic Lizbony, przez baśniowe pałace Sintry i targ rybny w Setúbalu, aż po średniowieczny Monsaraz górujący nad równinami Alentejo - podróż przez Portugalię jest spotkaniem z historią, którą znajdziemy nie tylko w muzeach. Jest wszędzie. W kamiennych murach, dźwiękach fado, zapachu oceanu i opowieściach mieszkańców.
Słońce nad Tagiem o poranku najpierw rozświetla taflę rzeki, potem złoci dachy kamienic, by w końcu wspiąć się na wzgórza otaczające miasto. To światło jest jednym z powodów, dla których portugalska stolica od wieków fascynuje podróżników. Ma w sobie coś miękkiego i ciepłego, tak jakby słońce poruszało się tutaj wolniej niż gdzie indziej.
Na zachodnim krańcu miasta, tam gdzie Tag wpada do Atlantyku, stoi Wieża Belém. Niewielka, pełna majestatu budowla przypomina kamienny okręt zakotwiczony przy brzegu. Powstała na początku XVI wieku jako element systemu obronnego Lizbony. To właśnie stąd żeglarze wypływali ku nieznanym lądom. Patrząc na rzeźbione w wapieniu liny, herby i krzyże Zakonu Chrystusowego, można wyobrazić sobie ekscytację ludzi, którzy ruszali w świat bez pewności, czy kiedykolwiek wrócą.
Kilkaset metrów dalej stoi Pomnik Odkrywców. Monument przypomina dziób statku przecinającego fale. Na jego czele stoi książę Henryk Żeglarz, a wraz z nim tłum postaci, które stworzyły portugalskie imperium. Są kartografowie, marynarze, kronikarze i misjonarze. Pomnik powstał w XX wieku, ale opowiada historię znacznie starszą, opowieść o czasach gdy niewielka Portugalia była jednym z najpotężniejszych krajów świata.
W cieniu palm i eukaliptusów wznosi się symbol portugalskiej dumy - Klasztor Hieronimitów. To arcydzieło stylu manuelińskiego, wyjątkowej - portugalskiej odmiany gotyku, która narodziła się dzięki bogactwu przywożonemu z zamorskich wypraw. Kamienne kolumny przypominają skręcone liny okrętowe, a misterne zdobienia wyglądają tak, jakby wykonał je jubiler, a nie budowniczy.
Wewnątrz spoczywa Vasco da Gama - człowiek, który otworzył Portugalii drogę do Indii. W kraju liczącym dziś nieco ponad dziesięć milionów mieszkańców, pamięć o epoce wielkich odkryć jest nadal żywa.
Kilka minut spaceru dzieli klasztor od jednego z najbardziej niezwykłych budynków współczesnej Lizbony. Muzeum Sztuki, Architektury i Technologii, znane jako MAAT, które wyglądem swym przypomina falę zatrzymaną w ruchu.
Ludzie spacerują po dachu muzeum, który jednocześnie pełni funkcję punktu widokowego. Z jednej strony widać most 25 Kwietnia przypominający słynny Golden Gate w San Francisco, z drugiej spokojne wody Tagu.
MAAT pokazuje inną twarz Portugalii. Nie tę historyczną, ale nowoczesną, otwartą na nowe technologie i współczesną sztukę.
Jednak prawdziwe oblicze miasta kryje się gdzie indziej. Żeby je zobaczyć, trzeba wspiąć się stromymi uliczkami Alfamy, najstarszej dzielnicy Lizbony.
Dzielnica przetrwała wielkie trzęsienie ziemi z 1755 roku, które zniszczyło znaczną część portugalskiej stolicy. Dzięki temu do dziś zachowała średniowieczny układ ulic. Wąskie przejścia wiją się między domami niczym labirynt. Nad głowami przechodniów suszy się pranie. Starsze kobiety siedzą w oknach kamienic i obserwują życie ulicy. Z otwartych okien płynie zapach grillowanych sardynek i dźwięki fado.
Ta muzyka jest duszą Portugalii. Melancholijna, pełna tęsknoty i emocji. Portugalczycy mają nawet specjalne słowo określające ten stan - saudade. Trudno je przetłumaczyć. Oznacza jednocześnie nostalgię, tęsknotę i czułość wobec czegoś, co bezpowrotnie zostało utracone.
Wieczorem Alfama zamienia się w scenę. W niewielkich restauracjach śpiewacy wykonują tradycyjne pieśni, a goście przy szklaneczce porto z przyjemnością słuchają dźwięków portugalskiej gitary. Gwar turystów cichnie i słychać tylko głos śpiewaka opowiadającego o miłości, oceanie i przemijaniu.
Z punktu widokowego Miradouro de Santa Luzia widać czerwone dachy schodzące ku rzece. Nad nimi górują wieże kościołów, a w oddali błyszczy woda. To jeden z tych widoków, które pozostają w pamięci długo po powrocie do domu.
Lizbona nie próbuje olśniewać na siłę. Nie jest monumentalna jak Wiedeń ani tak spektakularna jak Berlin. Jej siła tkwi w detalach: w skrzypieniu zabytkowego tramwaju numer 28, w zapachu kawy unoszącym się z małych kawiarni i w świetle odbijającym się od azulejos - charakterystycznych ceramicznych płytek zdobiących fasady budynków. To miasto, które się nie narzuca. Raczej zaprasza do powolnego odkrywania swoich tajemnic.
Niespełna pięćdziesiąt kilometrów na południe od Lizbony krajobraz zaczyna się zmieniać. Gęsta zabudowa ustępuje miejsca rozległym równinom, a zapach wielkiego miasta ustępuje miejsca morskiej bryzie. Setúbal od wieków żyje w rytmie oceanu. To jedno z tych portugalskich miast, które nie zagościły jeszcze na dobre w turystycznych bedekerach, choć mają do opowiedzenia historię równie ciekawą jak inne znane miejsca tego kraju.
Dzień zaczyna się tutaj wcześnie. Już o świcie rybackie łodzie wracają do portu, a mieszkańcy kierują się w stronę Mercado do Livramento - targu uznawanego za jeden z najpiękniejszych w Portugalii. Wnętrze mercado przypomina bardziej zabytkową halę niż zwykły bazar. Ściany zdobią ogromne kompozycje z azulejos przedstawiające sceny z życia rybaków i rolników.
Na stołach pokrytych lodem, lśnią srebrzyste sardynki, dorady, tuńczyki i mątwy. Sprzedawcy rozmawiają głośno, wymieniając żarty z klientami, których znają od lat. W Portugalii ryby są czymś więcej niż tylko składnikiem codziennej diety. Stanowią część narodowej tożsamości. Szacuje się, że Portugalczycy należą do największych konsumentów ryb i owoców morza w Europie.
Kilka ulic dalej znajduje się Praça de Bocage, główny plac miasta nazwany na cześć poety Manuela Marii Barbosy du Bocage. Jego centrum zajmuje elegancka fontanna, a wokół stoją pastelowe kamienice z balkonami pełnymi kwiatów.
Przy placu wznosi się kościół św. Juliana. Jego historia sięga średniowiecza, choć budowla była wielokrotnie przebudowywana po trzęsieniach ziemi i pożarach. Dziś stanowi jeden z najważniejszych punktów orientacyjnych Setúbalu. W południowym słońcu, jasna fasada budynku niemal stapia się z błękitnym niebem.
Najlepszy widok na miasto czeka jednak wyżej. Nad Setúbalem góruje zamek São Filipe, wzniesiony pod koniec XVI wieku. Forteca miała chronić port przed atakami piratów i wrogich flot. Dziś jest jednym z najpiękniejszych punktów widokowych w regionie. Z murów widać zatokę Sado, port i rozległy półwysep Tróia. Przy dobrej pogodzie horyzont zdaje się nie mieć końca. Tutaj łatwo zrozumieć, dlaczego Portugalczycy od wieków spoglądali ku oceanowi z taką fascynacją.
Jeśli Lizbona jest sercem Portugalii, to Sintra przypomina jej artystyczne wyobrażenie. Miasto położone pośród zielonych wzgórz, od stuleci przyciągało monarchów, poetów i artystów. Już w XIX wieku brytyjski poeta Lord Byron pisał o nim, że jest „wspaniałym ogrodem Edenu”.
Droga prowadząca ku wzgórzom Sintry stopniowo oddala się od wybrzeża. Powietrze staje się chłodniejsze, a krajobraz coraz bardziej przypomina baśniową scenerię. Wśród lasów i granitowych skał nagle wyrasta Pałac Pena - najbardziej rozpoznawalny zabytek Portugalii.
Trudno znaleźć drugą tak niezwykłą budowlę w Europie. Żółte i czerwone ściany, orientalne kopuły, neogotyckie wieże i średniowieczne blanki tworzą architektoniczną mozaikę, która wydaje się przeczyć wszelkim zasadom. Pałac powstał z inicjatywy króla Ferdynanda II, który marzył o stworzeniu romantycznej rezydencji inspirowanej różnymi stylami architektonicznymi. Efekt przypomina teatralną dekorację zawieszoną pomiędzy niebem a ziemią. Trochę nierealną, nieco… kiczowatą, ale na pewno robiącą wrażenie. Gdy nad wzgórza napływa mgła znad Atlantyku, zamek wygląda tak, jakby unosił się nad chmurami. To właśnie ten widok sprawił, że Pałac Pena stał się jednym z symboli Portugalii.
Jeszcze bardziej tajemnicza jest Quinta da Regaleira. Z zewnątrz przypomina elegancką rezydencję bogatego arystokraty, jednak jej prawdziwe sekrety kryją się w ogrodach.
Labirynt ścieżek prowadzi do grot, tuneli, ukrytych przejść i symbolicznych budowli. Najsłynniejszym miejscem ogrodu jest Studnia Inicjacyjna - spiralna konstrukcja schodząca głęboko pod ziemię. Co ciekawe, nigdy nie służyła do czerpania wody. Jej znaczenie było bardziej symboliczne i prawdopodobnie związane z rytuałami inspirowanymi masonerią oraz tradycjami ezoterycznymi.
Schodząc po kamiennych stopniach w głąb studni, można odnieść wrażenie, że uczestniczy się w jakimś dawnym obrzędzie. Światło stopniowo zanika, a odgłosy ogrodu cichną. To jedna z tych atrakcji, które bardziej się przeżywa, niż zwiedza.
Za niezwykłym światem Quinta da Regaleira stał człowiek równie fascynujący jak sama posiadłość. To António Augusto Carvalho Monteiro, brazylijsko-portugalski milioner, kolekcjoner dzieł sztuki, mecenas kultury i ekscentryk, którego współcześni nazywali „Monteiro dos Milhões” - Milionerem Monteiro. Fortunę odziedziczył po rodzinie, która dorobiła się na handlu kawą i kamieniami szlachetnymi w Brazylii. Pieniądze pozwoliły mu realizować marzenia znacznie wykraczające poza zwykłe ambicje bogatego człowieka.
Monteiro interesował się nauką, filozofią, alchemią, symboliką religijną i historią Portugalii. Gdy pod koniec XIX wieku kupił posiadłość w Sintrze, postanowił stworzyć miejsce będące materialnym świadectwem jego fascynacji. Do współpracy zaprosił włoskiego architekta Luigiego Maniniego, scenografa operowego i artystę obdarzonego niezwykłą wyobraźnią. Efektem tej współpracy jest kamienienia rezydencja, pełna tajemnic, metafizycznej symboliki i tajemnic.
W Quinta da Regaleira niemal każdy detal ma znaczenie. W ogrodach można odnaleźć symbole templariuszy, różokrzyżowców, masonerii, astrologii i chrześcijaństwa. Największe emocje budzi Studnia Inicjacyjna. Spiralne schody prowadzą dziewięć poziomów w dół, co według wielu badaczy nawiązuje do dziewięciu kręgów piekła opisanych przez Dantego w „Boskiej komedii”. Nie ma jednak dowodów na to, że odbywały się tu tajemne ceremonie. Wiadomo natomiast, że Monteiro świadomie zaprojektował swoją posiadłość jako wielką alegorię duchowej podróży człowieka - od ciemności ku światłu i od niewiedzy ku poznaniu.
Personifikacją tej alegorii jest grota z posągiem kobiety i źródłem, najczęściej identyfikowana jako Kaplica Studni (tzw. Grota Wodna). Przedstawia figurę kobiety symbolizującą inicjację i „przewodniczkę” duchowej transformacji. Dla jednych to Artemida - bogini związana z naturą, dla innych - Persefona, postać przedstawiająca przejście między światłem i ciemnością, albo bardziej ogólnie: alegoria Kobiecości i Natury prowadzącej w głąb „podziemnego świata” wiedzy i wtajemniczenia. Woda w grocie też nie jest przypadkowa. Jest znakiem oczyszczenia i odrodzenia, elementem „inicjacji” oraz wejścia w nowy etap duchowego życia.
Spacerując dziś po tunelach, grotach i ukrytych przejściach Quinta da Regaleira, trudno oprzeć się wrażeniu, że jej właściciel stworzył nie pałac, lecz kamienną opowieść o swoich marzeniach, obsesjach i fascynacjach. To właśnie dlatego, to miejsce pozostaje jednym z najbardziej tajemniczych i intrygujących zabytków Portugalii.
Sintra zachwyca nie tylko zabytkami. Miasto otaczają lasy pełne egzotycznych gatunków roślin sprowadzanych przez portugalskich podróżników z różnych stron świata. Dzięki wilgotnemu mikroklimatowi wzgórza są zielone nawet podczas letnich upałów.
Na wschodzie kraju, niedaleko granicy z Hiszpanią, Portugalia pokazuje zupełnie inne oblicze. Region Alentejo jest spokojniejszy, bardziej surowy i mniej zatłoczony niż wybrzeże. Rozległe pola, gaje oliwne i plantacje korkowców ciągną się aż po horyzont.
Pośród tego krajobrazu wyrasta Monsaraz - jedno z najlepiej zachowanych średniowiecznych miasteczek Portugalii.
Już z daleka widać kamienne mury i górujący nad nimi zamek. Wąska droga wspina się ku bramie miejskiej, za którą czas zdaje się płynąć wolniej. Białe domy odbijają światło popołudniowego słońca. Uliczki są tak wąskie, że czasem trudno się minąć. Ciszę w porze sjesty przerywa jedynie stukot kroków turystów o kamienny bruk.
Zamek w Monsaraz przez wieki strzegł granicy z Kastylią. Jego położenie nie jest przypadkowe. Z murów rozciąga się rozległy widok na okolicę. Dawniej pozwalał dostrzec nadciągające wojska, dziś umożliwia podziwianie jeziora Alqueva - największego sztucznego zbiornika wodnego w Europie Zachodniej. Podobno zachód słońca oglądany z zamku należy do najpiękniejszych w Portugalii.
Jednym z mniej znanych, lecz fascynujących miejsc, które można odwiedzić na zamku jest Museu do Fresco. Muzeum prezentuje unikatowe średniowieczne malowidła ścienne odkryte podczas prac konserwatorskich.
Zachowane freski przedstawiają świętych, sceny biblijne i symbole, które przez stulecia ukrywały się pod kolejnymi warstwami tynku. Jedno z malowideł, datowane na koniec XV wieku, przedstawia alegorię sprawiedliwości. W centrum kompozycji rozgrywa się scena sądu: dwie postacie sędziów, zestawione ze sobą jak dwa przeciwległe bieguny ludzkiej natury. Jeden ukazany jako wzór uczciwości i rozwagi - spokojny i wyważony. Drugi nosi w sobie napięcie i niepokój; w interpretacjach określany jest jako symbol skorumpowanej władzy, tej - która rozmywa granicę między prawem a interesem.
Nad wszystkim dominuje postać Chrystusa w majestacie, siedzącego na globie ziemskim. Jego obecność porządkuje obraz, nadając mu wymiar ostateczny - przypomnienie, że ludzki sąd zawsze podlega wyższemu osądowi.
Fresk w Monsaraz nie jest jedynie religijną dekoracją. To wizualna opowieść o władzy i jej kruchości, o sprawiedliwości, która może zostać wypaczona i o porządku, który - przynajmniej w średniowiecznej wyobraźni - pozostaje nienaruszony.
Monsaraz jest przeciwieństwem wielkich europejskich metropolii. Nie ma tutaj tłumów, szerokich bulwarów ani nowoczesnych muzeów. Jest za to coś, czego coraz częściej szukają prawdziwi podróżnicy - autentyczność. Wielu odwiedzających uważa to miejsce za jedno z najpiękniejszych w całej Portugalii.
To właśnie w takich miasteczkach najlepiej widać prawdziwy charakter kraju. Portugalia nie jest wyłącznie opowieścią o wielkich odkrywcach, oceanie i lizbońskich zabytkach. To również historia małych społeczności, które przez wieki budowały swoją kulturę z dala od głównych szlaków handlowych i politycznych.
I być może właśnie dlatego podróż przez Portugalię jest tak fascynująca. Każdy region opowiada własną historię, a wszystkie razem tworzą niezwykle różnorodną opowieść o kraju, który od wieków patrzy ku oceanowi, ale nigdy nie zapomina o swoich korzeniach.
Andrzej Idziak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze