Kiedy w styczniu na ulice wychodzą wolontariusze z kolorowymi puszkami, a służba zdrowia zaczyna sobie przypominać, że nowy, specjalistyczny sprzęt nie bierze się z powietrza, nagle - jak na komendę - zaczyna się też odradzać zjawisko - równie cykliczne - jak finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy: fala hejtu i oskarżeń wobec samej idei pomagania.
WOŚP to dziś jedna z najlepiej rozpoznawalnych inicjatyw społecznych w naszym kraju. Jej bilans jest mierzalny, twardy i wyjątkowo trudny do zaakceptowania przez zwolenników spiskowych teorii: miliardy złotych przekazane na sprzęt medyczny, przekładające się na tysiące urządzeń medycznych w szpitalach, a co za tym idzie - realne wsparcie systemu ochrony zdrowia. I właśnie ta mierzalność wydaje się dla krytyków styczniowej akcji, której zazdrości nam cały świat - największym problemem. Trudno bowiem mówić, że to „oszustwo”, gdy inkubator stoi na oddziale neonatologii, a defibrylator ratuje życie w karetce.
Hejt wobec Orkiestry rzadko więc bywa merytoryczny. Najczęściej przyjmuje formę rytualnych zaklęć, że to „pranie mózgu”, „polityka” i że tak naprawdę „nie wiadomo, gdzie te pieniądze idą”. Co ciekawe, zaklęcia te powtarzane są z podziwu godną konsekwencją, zwykle nawet bez próby zajrzenia do publicznie dostępnych sprawozdań finansowych. W świecie, w którym jednym kliknięciem sprawdzamy trasę kuriera z paczką za 12,99 zł, przejrzystość działań fundacji okazuje się dla niektórych - barierą nie do pokonania.
Przeciwnicy WOŚP, wspierani przez naiwniaków owładniętych „serduszkową histerią” sięgną po każdy argument, byle tylko zohydzić zapał do pomagania i społeczną solidarność. Po co sprawdzać fakty? W wizji świata sceptyków, lepiej nie pomagać w ogóle, niż pomagać „nieidealnie”. Najbezpieczniejszą formą moralności staje się więc siedzenie z założonymi rękami i surową miną recenzenta.
Felietonowy obowiązek każe zauważyć też przedziwną ironię: Orkiestra bywa oskarżana o „dzielenie Polaków”, podczas gdy to hejt wobec niej opiera się niemal wyłącznie na „plemiennej logice”. Nie liczy się sprzęt, pacjent czy wolontariusz, liczy się tylko to: „kto za tym stoi”. Pomaganie przestaje być czynnością, a staje się deklaracją tożsamościową. To niezwykle wygodne: zamiast dyskusji o realnych potrzebach służby zdrowia, możemy godzinami debatować o intencjach.
Obiektywizm wymaga jednak uczciwości: WOŚP nie jest instytucją wolną od emocji, a jej liderzy nie są przezroczyści jak szkło laboratoryjne. Ale żądanie od fundacji charytatywnej absolutnej sterylności światopoglądowej, brzmi mniej więcej tak - jak pretensja do strażaka, że gasi pożar w… nieodpowiednich butach. Efekt pozostaje ten sam: ogień znika, sprzęt działa, a pacjent żyje.
Cynizm przeciwników Orkiestry polega na czymś jeszcze. Hejt jest tani. Nie wymaga zaangażowania, empatii ani odpowiedzialności. Wystarczy zjadliwy komentarz, udostępnienie, ironiczny uśmieszek. Tymczasem pomaganie, nawet jeśli odbywa się przy dźwiękach głośnej muzyki i w atmosferze festynu - kosztuje. Czas, energię i pieniądze. Być może właśnie to drażni najbardziej: że ktoś robi coś realnego, zamiast jedynie recenzować rzeczywistość z bezpiecznej odległości.
WOŚP nie potrzebuje idealizacji. Potrzebuje uczciwej rozmowy, faktów i cyfr. A hejt? On mówi więcej o tych, którzy go uprawiają, niż o samej Orkiestrze. W kraju, w którym tak często narzekamy na brak wspólnoty, warto przynajmniej raz w roku zadać sobie pytanie, czy naprawdę największym społecznym zagrożeniem jest fundacja zbierająca pieniądze na leczenie, czy raczej nasza gotowość do ośmieszania każdego, kto próbuje zrobić coś razem. Czyżby karetka z nowym sprzętem lub dziecięcy oddział, który - za zebrane pieniądze - będzie działał trochę lepiej niż wczoraj, demoralizował społeczeństwo bardziej niż odruch serca?
Przez jeden dzień w roku, tysiące ludzi potrafią się dogadać bez instrukcji, regulaminów i podziałów, ale to - jak widać - dla niektórych, jest nie do zniesienia. Jeśli więc ktoś koniecznie potrzebuje wroga, łatwiej wybrać fundację od ratowania zdrowia niż własną niechęć do solidarnego działania. Z hejtem nie da się walczyć, karmi się emocją, frustracją i uproszczeniem. Jeśli pozwoli mu się rosnąć - rozwija się sam. Czy naprawdę tego chcemy?
Andrzej Idziak
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze