Czy papież Wojtyła rzeczywiście pomógł Polsce?
Pytanie może wydawać się szatańsko przewrotne. To cos w rodzaju: czy rzeczywiście Pan zabronił spożywać owoców tego drzewa? Jednak podważanie wydawałoby się oczywistych tez jest rolą historyków i publicystów tak samo jak rozumienie utraconych okazji i zaprzepaszczonych szans. Tym bardziej, że zwykle nie ma prostych odpowiedzi, a obrana droga, którą podążamy, często okazuje się w najlepszym razie ślepą uliczką.
Nie ulega wątpliwości jak wielkie były zasługi św. Jana Pawła II w rozwój solidarnościowej opozycji w Polsce. Kościół wspierał dążenia polskiego narodu do wyzwolenia się spod jarzma komunizmu na wiele sposobów. Na pierwszy plan wysuwa się zazwyczaj inspirującą rolę papieskich homilii podczas pielgrzymek do ojczyzny. To nie tylko prorocze niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi… tej ziemi. To również niezliczone, niemalże kultowe wezwania typu: Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Były też i słowa jakby wyprzedzające epokę i odnoszące się do późniejszych czasów niepohamowanej konsumpcji i dobrobytu: musicie od siebie wiele wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali, czy też niezwykłe podniesienie godności kobiety podczas spotkania papieża Wojtyły z łódzkimi włókniarkami i przypomnienie, że praca zawodowa kobiet musi być traktowana wszędzie i zawsze z wyraźnym odniesieniem do tego, co wynika z powołania kobiety jako żony i matki w rodzinie. Wreszcie słowa z tego samego spotkania, których nie powstydziliby się współcześni wolnościowcy: przez całą Polskę przeszło wielkie, solidarne wołanie (…) o godność człowieka pracy, aby każdy mógł decydować o sobie, o swojej pracy według zdolności i umiejętności; aby każdy mógł sam wybierać ideał moralny, żyć według swych przekonań i publicznie głosić i wyznawać swoją wiarę religijną, oraz przeżywać ją w sposób właściwy swojej wspólnocie.
Ale niedająca się przecenić rola św. Jana Pawła II w obalanie komunizmu w Polsce to nie tylko, choć przede wszystkim, modlitwa, pielgrzymki do ojczyzny, homilie i cała dyplomacja watykańska. Ciekawym aspektem jest wsparcie finansowe. Oczywiście trudno wyobrazić sobie papieża Wojtyłę wykonującego przelewy ze swojego smartfona na konto podziemia solidarnościowego chociażby z tego względu, że w tamtych czasach nie było smartfonów, a podziemne organizacje nie miały kont bankowych. Na poziomie ogólnym słuszne wydają się zatem stwierdzenia, że Jan Paweł II nigdy nie finansował związku Solidarność, jak powiedział emerytowany prefekt Kongregacji Biskupów kardynał Giovanni Battista Re podczas debaty w Rzymie na temat polskiego papieża, zorganizowanej w związku z beatyfikacją ponad 10 lat temu. Giovanni Battista Re uzasadniał swoje świadectwo faktem, że w tamtych latach był w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej. Trudno też nie zgodzić się z wypowiedzią papieskiego sekretarza kardynała Stanisława Dziwisza dla włoskiego tygodnika "Famiglia Cristiana" w 2007 roku, że Papież nigdy nie dał pieniędzy Solidarności ani bezpośrednio, ani pośrednio.
Jednak sprawa przekazywania pieniędzy na linii Watykan – „Solidarność” nie jest taka oczywista. Ten wątek najnowszej historii jest wciąż w obszarze zainteresowań szerokiej opinii publicznej niezależnie od indywidualnego podejścia do spraw wiary. Przypomniał o tym w ubiegłym roku chociażby popularny serial p.t. „Dziewczyna z Watykanu”. Pośród wielu możliwych motywów porwania 15-letniej Emanueli Orlandi, córki watykańskiego urzędnika w 1983, pojawia się też i taki, jakoby włoska mafia „pożyczyła” państwu watykańskiemu setki milionów dolarów na wsparcie polskiego ruchu oporu i Emanuela Orlandi miała stać się zakładniczką do czasu uregulowania długu. Samej logice takiego rozumowania nie sposób zaprzeczyć. Po nieudanym zamachu na papieża 13 maja 1981 roku, św. Jan Paweł II nie ukrywał swojego przekonania, że cudowne ocalenie zawdzięcza Matce Boskiej z Fatimy. Data i godzina zamachu zgadzała się z datą objawień fatimskich, które wzywały m.in. do nawrócenia Rosji. Zatem dążenie do odrodzenia kościoła katolickiego w Rosji stało się po 1981 roku ważnym priorytetem pontyfikatu polskiego papieża. Warunkiem rozwoju kościoła było z kolei zniesienie komunistycznego totalitaryzmu we wschodniej Europie. Jeżeli Watykan mógł przyczynić się do tego, to nie należało zwlekać i trzeba było wszelkimi sposobami – również finansowo – wspierać antykomunistyczne inicjatywy. Porwanie Emanueli Orlandi (22 czerwca 1983 r.) miało miejsce, być może nieprzypadkowo, w przeddzień powrotu papieża z drugiej pielgrzymki do ojczyzny, która odbyła się w dniach 16-23 czerwca. Kolejne ujawnione fakty niestety toną w morzu przypuszczeń, domysłów i słynącej z dyskrecji dyplomacji Watykanu. Trudno rozeznać, gdzie kończy się szczere dążenie do prawdy historycznej i chęć ujawnienia tej prawdy w trosce o oczyszczającą transparentność kościoła składającego się z grzeszników (swoisty rachunek sumienia), a gdzie zaczyna się bezpardonowa krytyka kościoła i działanie destrukcyjne w ramach ideologii anty-katolickich. Jedyne, co nie ulega wątpliwości to owe misterium inquitatis (tajemnica nieprawości), do którego istnienia w kościele przyznają się niemal wszyscy papieże.
Spróbujmy jednak zastanowić się nad odpowiedzią na pytanie: czy papież Wojtyła w jakiś sposób inspirował pomoc finansową, jaka otrzymała „Solidarność” w Polsce, czy raczej jedynie dał „zielone światło” do takiej pomocy? A może tylko biernie przyglądał się nie do końca przejrzystym interesom mafii, banków, państw i korporacji, albo też wręcz stał się ofiarą jakiejś intrygi?
David Yallop, ekspert od finansów z Wielkiej Brytanii znający również pewne tajniki finansów Watykanu uważa, że papież Wojtyła po cichu poparł inicjatywę przekazania "Solidarnośći" 200 mln dolarów w sposób nie do końca zgodny z zasadami bankowości. Ale tutaj pojawia się kolejne pytanie o losy owych 200 milionów, które do celu nie dotarły. Wiedzę na ten temat być może posiadał Wojciech Jaruzelski. Nie wiemy, czy zdążył przed śmiercią podzielić się tymi informacjami. A jeżeli zdążył, to z kim? Jeżeli bank watykański rzeczywiście wykorzystywany był do prania brudnych pieniędzy włoskiej mafii tylko po to by w zamian za spokój mafiosów zapobiec dojściu do władzy włoskich komunistów, a przy okazji pomóc Polakom w obaleniu komunizmu, to przymykanie oka na ten proceder wydaje się zrozumiałe. Tym bardziej zrozumiałe jest to z perspektywy Amerykanów, którzy zdecydowanie nie życzyliby sobie w strukturach NATO państwa rządzonego przez komunistów. Tolerowanie przez CIA włoskiej mafii miałoby być zatem niezbyt wygórowaną ceną za pozostanie Włochów, a w przyszłości Polaków, z dala od wpływów Moskwy. Pewien dysonans poznawczy pojawia się jednak w kwestii pochodzenia pieniędzy przeznaczonych na słuszny cel. Darowizny od znanych nowojorskich rodzin w rodzaju Gambino, Bonanno, Colombo, Genovese czy Lucchese mogły wszak pochodzić ze sprzedaży narkotyków kupowanych z kolei za środki pozyskane ze sprzedaży broni w Iranie czy w Nikaragui. Takie interesy mogłyby się udać o ile nie wymknęłyby się z pod kontroli. Niestety ludzka chciwość i lęk nie znają granic, więc wcześniej czy później trzeba było jednak taki proceder ukrócić. Być może utrata kontroli CIA nad przepływami pieniędzy doprowadziła do decyzji o rozpracowaniu zorganizowanej przestępczości w Nowym Jorku, o czym opowiadają, oczywiście post factum, inne netfliksowe produkcje cieszące się niesłabnącym zainteresowaniem. Pozostaje faktem, że z 200 milionów przeznaczonych dla „Solidarności” tylko niewielka kwota dotarła jako zapomogi dla rodzin strajkujących robotników za pośrednictwem związkowego biura w Brukseli. Co się stało z resztą? Nie wiadomo. W świecie wielkich pieniędzy, gdzie każdy z każdym robi interesy, niewiele co wychodzi na jaw, a kapitał nie zna narodowości. Równie dobrze miliony dolarów przeznaczone dla „Solidarności” mogły zostać zagospodarowane paradoksalnie przez sowieckie służby specjalne.
Powracając do wydarzeń z maja 1981 roku warto by jednak uwzględnić szereg okoliczności i innych wielowymiarowych aspektów. Dążenie do odrodzenia kościoła katolickiego w Rosji stało się jednym z priorytetów pontyfikatu św. Jana Pawła w wymiarze apostolskim. Aby zrozumieć kontekst tych wydarzeń, należałoby się cofnąć o przeszło sześćdziesiąt lat. W 1917 r. Matka Boża objawia się w portugalskiej Fatimie biednym dzieciom. Od tej chwili każdy kolejny papież zmaga się z zawartym w objawieniach wezwaniem do nawrócenia Rosji. W Polsce uboga siostra Faustyna wierzy, że sam Jezus prosi ją o głoszenie Jego niezmierzonego miłosierdzia dla wszystkich grzeszników. Oczywiście objawienia fatimskie i św. Faustyny można interpretować w kontekście ówczesnych wydarzeń – odpowiednio: Rewolucji Bolszewickiej (potrzeba nawrócenia Rosji) i pierwszej wojny światowej – ale można też spojrzeć z perspektywy szerszej.
Jesienią 1978 roku na tronie papieskim zasiada po raz pierwszy w historii człowiek pochodzący zza „żelaznej kurtyny”, czyli z Europy Wschodniej kontrolowanej przez Związek Sowiecki. Marionetkowe rządy również na terytorium Polski są bezradne. Władze PRL nie zgadzają się na pielgrzymkę Ojca Świętego w dniu św. Stanisława – to byłoby zbyt symboliczne. Ale dzięki zabiegom Prymasa Wyszyńskiego czerwcowa wizyta papieża Jana Pawła II w roku 1979 jest dłuższa. Tutaj następuje kulminacyjny moment – słynna homilia na Placu Piłsudskiego (zwanego wówczas Placem Zwycięstwa) 2 czerwca 1979. Od tego dnia wśród Polaków następuje jakieś przedziwne ożywienie poczucia wolności i wiary, że tym razem uda się wyzwolić z sowieckiego jarzma. Władze na Kremlu doskonale zdają sobie sprawę z „zagrożenia”, jakie stanowi dla systemu sowieckiego polski papież. Być może wtedy pojawia się w głowach sowieckich decydentów myśl, że najlepiej byłoby go po prostu zlikwidować. Dziś wiemy, że przygotowania do zamachu na życie Ojca Świętego rozpoczęły się już jesienią 1979 r. Kiedy Polacy buntują się przeciwko władzom w 1980 roku, nie ulega wątpliwości, że ziarno zasiane katechezą Jana Pawła II zaczyna kiełkować. Powstają niezależne związki zawodowe w zakładach pracy i Niezależny Związek Studentów na wyższych uczelniach. 12 maja 1981 r. zarejestrowano w Warszawie „Solidarność” rolników. Następnego dnia Ali Agca strzela do papieża na Placu Św. Piotra. W tym momencie może się wydawać, że po ludzku wszystko stracone i że wiele wysiłków wolnych ludzi poszło na marne. Jednak Opatrzność bierze sprawy w swoje ręce. Ten pontyfikat nie może się tak skończyć. Przecież papież Jan Paweł II ma wprowadzić kościół w trzecie tysiąclecie – jak proroczo zapowiedział prymas Wyszyński. Przecież Rosja czeka na nawrócenie, a wielu nie słyszało jeszcze o Bożym Miłosierdziu. Cudem ocalały z zamachu papież powie, że inna ręka strzelała, a inna prowadziła kulę. Kula „zatańczyła” w ciele papieża, omijając kluczowe organy, podobnie jak słońce „zatańczyło” na niebie kilkadziesiąt lat wcześniej w Fatimie… Kolejne lata to kolejne cuda za „żelazną kurtyną”, która zresztą rozsypuje się jak domek z kart. W Rosji następuje pierestrojka ogłoszona w 1985 r. przez Michaiła Gorbaczowa, a w konsekwencji rozpada się Związek Sowiecki. Trzy lata później obchodzone jest milenium chrztu Rusi – wydarzenie nieprawdopodobne w kraju, gdzie jeszcze nie tak dawno zwalczano religię, a świątynie zamieniano w magazyny i muzea ateizmu. Na Ukrainie kościół greckokatolicki odzyskuje swobodę działania. Powstają struktury kościelne na Białorusi. Pojawiają się biskupi na Litwie i na Łotwie. Do rangi symbolu urosło opuszczenie po raz ostatni czerwonej flagi z sierpem i młotem na Kremlu w dniu 25 grudnia 1991 r. Jakże pragnęlibyśmy, by ten znak oznaczał początek nawrócenia Rosji. Prymas Wyszyński umiera 28 maja 1981 r. Pozostaje smutek, ale i wdzięczność, że na czele polskiego Kościoła w trudnych czasach mieliśmy człowieka tak wielkiego formatu. Bez niego nie byłoby papieża Polaka Jana Pawła II ogłoszonego świętym w 2014 r. Bez papieża Polaka nie doszłoby do tak wielkich przemian i nie mielibyśmy święta Miłosierdzia Bożego. Dopiero z perspektywy nowego tysiąclecia patrzymy, jak wszystko układa się w niezwykły obraz historii. Dopiero teraz widać jasno, jak prosto pisze Bóg na krzywych liniach historii rysowanej ludzkimi, nieudolnymi działaniami.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze