W tłusty czwartek w Willi Frankówka w Józefowie o godzinie 17.30 pierwsze takty muzyki w wykonaniu Piotra Łysika i Jerzego Żywka z perkusyjnym akompaniamentem Krystyny Żywek, oznajmiły zebranym członkom i sympatykom Towarzystwa Przyjaciół Józefowa, że „przy tej muzyczce goście bawią się wesoło”.
Po chwili do dwóch akordeonistów dołączył trzeci – Roman Gocal, a przy rzewnej melodii piosenki „Zabrałaś serce moje”, z początku niepewnie, a po chwili całkiem głośno zabrzmiał śpiew prawie osiemdziesięciu uczestników spotkania.
Pierwsze piosenki to oczywiście wspólna rozśpiewka, po której nastąpiło krótkie oficjalne powitanie przewodniczącego Towarzystwa Przyjaciół Józefowa Roberta Lewandowskiego z informacją o miejscu spotkania Willi Frankówka (gospodarz miejsca DNiS MOK).
No a potem ruszyła muzyczna lawina… „A wszystko te czarne oczy”, „Bal u weteranów”, „Ballada o jednej Wiśniewskiej” i uwaga, uwaga – „Laura i Filon” po raz pierwszy na zapustach (!), „Cicha woda brzegi rwie”. Wydawało się, że nie ma takiej siły, która może zatrzymać śpiewających, a jednak…
Dzięki Michałowi Kowalczykowi dyrektorowi józefowskiej Miejskiej Biblioteki Publicznej nastąpiła chwila wytchnienia, podczas której uczestnicy wysłuchali słów kilka o tradycji zapustów, mięsopustów i karnawale.
Kolejne piosenki to „Czerwone jagody”, „Dalej wesoło niech popłynie gromki śpiew” oraz hit wieczoru, czyli piosenka „Przybyli ułani”, ale jak śpiewana… śpiewana z podziałem na głos żeński i męski, które prowadziły dwa chórki ad hoc utworzone.
Chór żeński prowadziły panie Barbara, Hanna i Dorota.
Chór męski prowadzili panowie Bernard, Andrzej i Robert.
A było co śpiewać… piosenka „Przybyli ułani” w józefowskim śpiewniku TPJ ma 16 zwrotek.
Wszystkim się spodobała, bo po ostatniej zwrotce goście zaczęli śpiewać piosenkę od początku.
Zabawa przednia, a co niektórzy zauważyli, że przy zwrotce „O Jezu, a cóż to za mizeria?” przybyli na zapusty trzej panowie, józefowscy radni Michał Madejak, Damian Podolski i Mirosław Sierpiński.
Inni trochę narzekali, że nie było słychać śpiewu radnych i dalszych słów piosenki „Otwieraj, panienko! Kawaleria”. Mimo próśb panowie radni nie dali namówić się do śpiewania w pierwszym szeregu, ale pokrzepili się pączkami i bawili się razem z biesiadnikami.
Niemalże w tym samym czasie dotarł na józefowskie zapusty Paweł Szpygiel, autor wystawy „Wiatrem pisane”, który w kilku słowach opowiedział o towarzyszących zapustom fotografiach przedstawiających kształty i rzeźby tworzone przez wiatr na piasku (podobno wystawę można oglądać we Frankówce jeszcze do końca marca). W podziękowaniu biesiadnicy zaśpiewali autorowi wystawy piosenkę „Gdzie strumyk płynie z wolna”.
„Już taki jestem zimny drań” i „Panna Andzia” to piosenki chyba bardzo lubiane przez Andrzeja Górkę, bo okazywał przy nich wielkie zaangażowanie i talent interpretacyjny.
Wielokrotnie śpiewany refren „Panny Andzi” rozkręcał zabawę, a jednocześnie trochę drażnił gości słowami „Już przyszedł Józio i przyniósł pączki”... No i wreszcie nastała przerwa, czyli „pączkowanie” tj. konsumpcja pączków – „Wiadomo damy bywają głodne, Chcesz zdobyć serce z pączkiem wal!”.
A po dłuższej chwili, kiedy już wszyscy nabrali słodkiej pączkowej energii, porozmawiali, pośmiali się, a niekiedy zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie, przyszedł czas na dalsze śpiewanie.
Piosenka „Kamień na kamieniu” wykonana w wersji józefowskiej, z podziałem na głos żeński i męski spodobała się wszystkim, a zwłaszcza chórzystkom Basi, Hani i Dorotce, bo na tę lwowską melodię zaczęły śpiewać „Stolik za stolikiem…”, a chór męski Ben, Andrzej i Robert nie marnował okazji i odśpiewywali „Tramwaj za tramwajem…”.
Kolejna piosenka „Józefów da się lubić” to oczywiście józefowska wersja piosenki „Warszawa da się lubić”, która otworzyła całą play listę tanecznych hitów józefowskich zapustów (walczyków i tang) śpiewanych przez biesiadników przy akompaniamencie wspaniałych akordeonistów i niezastąpionej Krysi z perkusjonaliami, a wspomniany Andrzej Górka i Bernard Belka, czyli Ben wykazali się sporą kreatywnością taneczną przy apaszowskim tangu „Stachu”.
Po kilkudziesięciu minutach ten słodziutki wieczór „jak sok, czekolajda i mniód” powoli zaczynał się kończyć, ale w finale Teresa Uzarska zanuciła „Pożegnania to nie dla nas, o nie! Jutro znów, spotkamy się” i cała sala śpiewała „Bo w naszej ferajnie przyjemnie jest! Zabawić się fajnie i śpiewać też… Byleby śpiew wesoło brzmiał”.
Trzeba przyznać, że piosenka „O cho cho, ale fajnie… ale fajnie z Wami jest” i jej józefowska wersja „O cho cho, ale fajnie… ale fajnie w Józku jest” stała się kolejnym hitem kończącej się zabawy, na której pod koniec nie zabrakło również pląsów tanecznych, kółeczek i wężyka.
Na zakończenie akordeoniści huknęli pożegnalnego „firmowego” marsza, po którym nastąpiły serdeczności, uściski i gościńce... i plany na kolejne spotkania.
Tymczasem kilkadziesiąt sekund po zakończeniu józefowskiego zapustowego party, wystartowała we Frankówce kolejna impreza – after party.
Przy dźwiękach muzyki do piosenek „Bo jak nie my to kto…”, „Let's twist again…” czy „Tutti Frutti…” panie z zarządu TPJ (Anna, Halina, Jadwiga, Iza), z pomocnym wsparciem ochotniczek i ochotników, w błyskawicznym tempie ogarnęły salę po zapustach we Frankówce.
Całe szczęście, że pan Robert (pracownik MOK) zamykał Frankówkę, bo nie wiadomo, jakby to się dalej potoczyło…
A teraz podziękowania:
Robert Lewandowski (post gościnny)
[email protected]
https://www.facebook.com/TowarzystwoPrzyjaciolJozefowa/
Fot. Marlena Lewandowska

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze