10°C pochmurno z przejaśnieniami

„To były czasy ciągłej bojaźni ”- o II WŚ Stefan Rosłonek z Łukówca

Kiedy: 2018-10-05 , godzina: 12:29 | Gdzie: Łukówiec

Historia, „To były czasy ciągłej bojaźni Stefan Rosłonek Łukówca - zdjęcie, fotografia

W 1920 roku w Bitwie Warszawskiej - nie bez przyczyny nazywanej Cudem nad Wisłą - Polacy stoczyli zwycięską walkę z bolszewikami. Ta przegrana sąsiadów ze wschodu udaremniła komunistom plany ekspansji na zachód. Niestety, po 19 latach, na skutek II wojny światowej, najpierw po ataku Niemiec 1 września 1939 roku, a 17 dni później po wejściu Armii Czerwonej, Polska została dotkliwie doświadczona pod względem osobowym i materialnym.

Jednym ze świadków tamtych wydarzeń był mój stryj Stefan Rosłonek, obecnie 99-letni mieszkaniec Łukówca, gm. Karczew, z którym spotkałem się na rozmowę o tamtych czasach. Wychował się on w sąsiednim Całowaniu w licznej rodzinie. Wraz ze swoimi braćmi i siostrami ciężko pracował w gospodarstwie rodziców, by rodzina miała z czego żyć.

 

Wojna w rodzinnych stronach

Gdy wybuchła wojna Stefan Rosłonek, wówczas 21-letni mężczyzna, musiał stanąć do walki, najpierw przeciwko okupantowi z zachodu, a jak się potem okazało, także i ze wschodu. Był on członkiem Batalionów Chłopskich, podobnie jak jego brat Jan Rosłonek. Jak opowiada, broń do przeciwstawienia się wrogom pozyskali ze zrzutów przeprowadzanych przez angielskie samoloty, za których sterami siedzieli polscy piloci. - Żeby nasi lotnicy wiedzieli, gdzie zrzucić broń, rozpalaliśmy ogniska, sygnalizując w ten sposób nasze położenie. To, co udało się zdobyć podczas zrzutów - opowiada Stefan Rosłonek- wraz z pozostałymi walczącymi ukrywaliśmy u Jana Żelazo. Tam znajdował się cały magazyn. Ten arsenał zakopany był w ziemi.

 

Transport broni do Warszawy

Broń nie mogła, niestety, pozostać w miejscu przechowania ze względu na rosnące niebezpieczeństwo odkrycia. - Z domostwa Jana Żelazo zabraliśmy ją aż nad Wisłę - wspomina Stefan Rosłonek - a potem przetransportowana została barką do Warszawy. Ci, którzy mieli za zadanie przewieźć arsenał do stolicy, przemieszczali się m.in. pod mostem w Józefowie. Most ten później w trakcie wojny Polacy spalili, by utrudnić działania niemieckim żołnierzom.

 

Wrzesień 1939

Niemcy zaatakowali od strony Osiecka, kierując się przez Całowanie w kierunku Otwocka. Zrzut wykonali na dziecinowskich polach. Z łąk obserwowaliśmy przelatujące nisko samoloty. Od jednej z niemieckich bomb w Józefowie zginął na stacji kolejowej bogaty chłop- wspomina Stefan Rosłonek.

W niedalekim dworze mieszkał dziedzic Wacław Drewicz. Jego zięciowie byli oficerami, jeden z nich służył w Białymstoku, tam też miał majątek, który później zabrali rosyjscy okupanci. Część mieszkańców dworu podczas kolejnych nalotów, będąc na polach, chowała się w stogi siana, co miało swój tragiczny skutek, bo dochodziło do pożarów i ludzie ginęli w ciągu chwili...

Zięć Wacława Drewicza chciał wrócić z północno-wschodnich granic Polski do Karczewa. Niemcy zablokowali jednak wjazd do miasta. Na jego szczęście został uprzedzony przez kolegów i zawrócił. Natomiast cztery inne osoby usiłujące wjechać do Karczewa zostały rozstrzelane przez żołnierzy niemieckich. Obecnie w Radwankowie znajduje się pomnik upamiętniający tamte wydarzenia - snuje wspomnienia kombatant. Niedaleko, na Górkach Całowańskich, obok Łukówca przywieziono i pochowano kolejnych 20 polskich oficerów, których szczątki po latach pozbierano i ułożono w zbiorowej mogile w Garwolinie.

 

Co zapadło w pamięć...

To były czasy bojaźni - ludzie chowali się po łąkach. Niemieccy żołnierze nie patrzyli na to, czy to dziecko, czy kobieta, czy mężczyzna. Pakowali do swoich samochodów i wywozili na zachód. W pobliskich Sobieniach- Jeziorach przyjechali na targ i zabrali wiele zwyczajnych, niewinnych osób.

Sowieci „urzędowali” w łukówieckim lesie (brzezinie). Pozostałością po tym są widoczne do dziś doły i pagórki najlepiej świadczące o ich działaniach. 17 stycznia 1945 roku okupanci odjechali, ale pozostawili po sobie całą okolicę w ruinie - wspomina Stefan Rosłonek.

 

Brat Jan

Jego o cztery lata starszy brat Jan Rosłonek podczas wojny obronnej w 1939 r. walczył dzielnie w 41. Pułku Piechoty w Suwałkach. Kiedy widział nadlatujące niemieckie samoloty, nie bał się i krzyczał: ,,Ognia!” Potem już w cywilu przedostał się w rodzinne strony, gdzie dalej walczył w oddziałach Batalionów Chłopskich.

Warto wspomnieć, że w 2014 roku dwaj dzielni bracia zostali uhonorowani odznaczeniami od władz samorządowych, a także dostali upominki.

Życzymy Stefanowi Rosłonkowi 200 lat, a przede wszystkim dużo zdrowia, uśmiechu na każdy dzień i takiej dziarskości, jak teraz.

Sebastian Rębkowski

„To były czasy ciągłej bojaźni ”- o II WŚ Stefan Rosłonek z Łukówca komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2018-10-05 22:38:03

    Bardzo wzruszający artykuł.Tym bardziej że wspomina się w nim naszego kochanego dziadka ,Jana Rosłonka .W życiu codziennym był bardzo skromnym człowiekiem

  • gość 2018-10-08 19:25:18

    Jan Rosłonek (fot. po prawej stronie) niemal do końca wspominał dawne czasy. Te, kiedy był młodym chłopakiem, żołnierzem, mężem, ojcem a w końcu mieszkańcem wsi Łukówiec, którego nie ominęły tragiczne czasy II wojny światowej. Wielu z przekazanych historii nie znajdziemy w książkach historii i przez to są takie cenne.

Dodajesz jako: Zaloguj się