Podczas 46. edycji Półmaratonu Wiązowskiego, Jakub Kostka-Zawadzki osiągnął życiowy wynik na dystansie 21,097 km. O emocjach na trasie, sile sportowej wspólnoty i o tym, dlaczego bieganie jest sportem dla każdego, rozmawiamy tuż po przekroczeniu linii mety.
Wyjątkowo dobrze. Co prawda, warunki były dalekie od idealnych, sporo błota, ślisko, momentami mokro, ale nie było aż tak źle, jak mogłoby się wydawać przed startem. Trasa była dobrze oznaczona i w dużej części prowadziła przez las, co dodawało jej uroku. Jedynym wyzwaniem była liczba uczestników. Momentami na trasie było tak tłoczno, że trudno było wyprzedzać. Ale atmosfera - fantastyczna! Dużo pozytywnej energii, radości i wzajemnego wsparcia. Organizacyjnie - bardzo solidnie.
Godzina i 42 minuty, z niewielkimi setnymi.
Bardzo! Mój cel to była godzina pięćdziesiąt. Sądziłem, że jeśli uda mi się osiągnąć taki czas, to będzie taki wynik „na styk”. Tymczasem pobiegłem osiem minut szybciej, utrzymując zapas około 23 sekund na kilometrze. To mój osobisty rekord życiowy w półmaratonie i wynik, który przerósł moje oczekiwania.
Bardzo chciałem rozpocząć ten rok półmaratonem. To dlatego, że w kolejnych miesiącach planuję skupić się bardziej na treningu siłowym, więc to dobry moment, by symbolicznie zamknąć etap intensywniejszego biegania.
W ubiegłym roku planowałem wystartować w Półmaratonie Warszawskim, ale plany się rozmyły. Wakacje, mniej systematycznych treningów i start nie doszedł do skutku. Cel pokonania 1:50 pozostał nie osiągnięty, a że nie lubię pozostawiać spraw nieukończonych, postanowiłem do niego wrócić i postawić kropkę nad „i”. Biegam rekreacyjnie od około pięciu lat. Z przerwami, ale wciąż regularnie wracam do tej aktywności, bo daje mi ona ogromną satysfakcję.
Dla mnie - absolutnie nie! To czas wyciszenia, kiedy mogę być sam za sobą. W codziennym życiu jesteśmy bombardowani całą masą bodźców, mnóstwem informacji i - różnego rodzaju - obowiązków. Bieganie pozwala odciąć się od tego wszystkiego i skupić wyłącznie na sobie. To swoisty reset. Godzina czy dwie, bez rozpraszaczy, telefonu, bez presji. To taka forma mentalnego oczyszczenia, które w codziennym życiu jest czymś niesłychanie rzadkim.
Do startu w Wiązownie przygotowywałem się prawie trzy miesiące. Przygotowania polegały na regularnym, intensywnym treningu obejmującym cztery jednostki treningowe tygodniowo, łącznie ponad 500 kilometrów. Oczywiście nie zaczynałem od zera. W sporcie bardzo ważna jest tzw. pamięć mięśniowa, powrót do formy - po przerwie - jest szybszy, jeśli wcześniej trenowałeś systematycznie. Kluczowe są tzw. długie „wybiegania”, czyli „longi”. Sam dystans półmaratonu pokonałem treningowo jakieś sześć-siedem razy. Moim celem na zawodach było więc nie samo ukończenie biegu, ale założone przeze mnie tempo.
Zawody oceniam bardzo pozytywnie. To impreza z długą tradycją, a mimo to - dla wielu osób wciąż mniej oczywista - niż biegi organizowane w Warszawie. Bez przesadnego rozmachu czy widowiskowych atrakcji, ale ze sprawną organizacją, punktami odżywczymi, oznaczeniami i dopingiem. Respekt budzi skala tego wydarzenia. Dużo pozytywnej energii, życzliwości, wzajemnego wsparcia. Organizacyjnie, impreza dopięta na ostatni guzik.
Pozytywnie zaskoczył mnie system trackingu, pozwalający śledzić pozycję zawodników dzięki skanerom rozmieszczonym na trasie. To rozwiązanie podnosi komfort zarówno biegaczy, jak i ich bliskich. Technologia wykorzystywana podczas zawodów biegowych do śledzenia aktualnej pozycji zawodników, pozwala kibicom, rodzinie oraz organizatorom - na żywo - podglądać na interaktywnej mapie, gdzie w danym momencie znajduje się biegacz.
To niesamowite doświadczenie… Przede wszystkim wzajemny doping i wsparcie. Szybko też znalazłem na trasie zawodnika biegnącego w podobnym tempie. Przez większą część dystansu trzymaliśmy się razem, motywując się wzajemnie. Taka spontaniczna współpraca doskonale pomaga utrzymać równe tempo. Sama atmosfera zawodów też działa mobilizująco. Doping, muzyka, adrenalina, to wszystko pozwala przekroczyć bariery, które na treningu wydają się nie do pokonania.
Ku mojemu zaskoczeniu, czułem się bardzo dobrze. Miewałem już takie doświadczenia w przeszłości, kiedy dosłownie „doczłapywałem” do mety. Tym razem jednak, wiedziałem, że jestem lepiej przygotowany i to się potwierdziło… Oczywiście - po biegu - będzie taki moment, kiedy organizm upomni się o swoje, ale dziś przede wszystkim czuję ogromną satysfakcję.
Na razie chcę skoncentrować się na budowaniu masy i treningu siłowym. Bieganie w tym czasie będzie dodatkiem, a nie priorytetem, ale na pewno do niego wrócę.
Kiedyś, bez odpowiedniego przygotowania, pobiegłem maraton w Leśnej Pętli pod Grudziądzem. I to była całkowita porażka - czas ponad pięciu godzin. Marzy mi się, by kiedyś przebiec ten dystans w czasie poniżej czterech godzin, ale na razie to - cel na przyszłość.
Biegi to sport z bardzo niskim progiem wejścia… Nie wymagają drogiego sprzętu, ani specjalistycznej infrastruktury. Można zacząć samodzielnie, praktycznie bez presji, barier czy stawianych wymagań. W przeciwieństwie do ćwiczeń na siłowni, gier indywidualnych - jak tenis ziemny czy zespołowych, jak choćby piłka nożna, bieganie nikogo nie wyklucza.
Oczywiście wraz ze stopniem zaawansowania, pojawiają się bardziej wyszukane metody treningowe, dbałość o regenerację, rozciąganie. Sam na sobie przekonałem się, jak ważne jest przygotowanie motoryczne i prewencja przed kontuzjami. Odpowiednia troska o ciało naprawdę zwiększa wydajność i minimalizuje ryzyko urazów. Zasada jest prosta: im bardziej mądrze biegasz, tym biegasz - lepiej .
Zdecydowanie - tak! Możesz pójść do lasu, w zwykłych, sportowych butach i po prostu pobiec. Niezależnie od wieku, zasobności portfela czy poziomu zaawansowania. Na starcie półmaratonu można zobaczyć cały przekrój pokoleń, od bardzo młodych zawodników, aż po seniorów. Bieganie to sport, który nie ocenia. On daje przestrzeń. I dlatego tak wielu ludzi go wybiera.
Andrzej Idziak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze