17°C pochmurno z przejaśnieniami

MKS Karczew awansuje do I ligi!

Po niedzielnej wygranej na własnym parkiecie z KPR-TPD Białystok 27:18 (8:10) piłkarki ręczne MKS-u Karczew zapewniły sobie awans do I ligi piłki ręcznej kobiet. To już ósme z rzędu zwycięstwo podopiecznych Grzegorza Ankiewicza i zarazem najważniejsze, bo decydujące o awansie do wyższej klasy rozgrywek.

Kiedy w listopadzie ubiegłego roku, młode karczewskie szczypiornistki rozpoczynały swój pierwszy sezon w II lidze, nikt nawet nie marzył, że zakończy się on tak spektakularnym sukcesem. Aktualnie zespół z Karczewa na cztery kolejki przed końcem rozgrywek, z dorobkiem 24 punktów prowadzi w tabeli grupy 3 drugiej ligi i z całą pewnością nie straci już tego miejsca do końca zawodów. Nad zajmującymi obecnie w zestawieniu drugie miejsce akademiczkami z Uniwersytetu Warszawskiego, karczewianki mają  aż 17 punktów przewagi. To oznacza, że żadna z drużyn nie zdoła ich już wyprzedzić, nawet gdyby wszystkie mecze pozostałe do końca sezonu zostały przez nie przegrane.

Mimo, że karczewianki rozgrywały mecz na własnym parkiecie, to jednak zwycięstwo z białostoczankami nie przyszło im łatwo. KPR-TPD Białystok to trudny i ambitnie grający przeciwnik, który zawodniczkom z Karczewa sprawił chyba najwięcej kłopotów w lidze. Wystarczy wspomnieć mecz w Białymstoku, wygrany przez MKS Karczew jedną bramką rzuconą w ostatniej sekundzie spotkania. Zawodniczki z Białegostoku przyjechały do Karczewa z mocnym postanowieniem powalczenia o korzystny wynik i w pierwszej połowie meczu, faktycznie to one rozdawały karty. Fenomenalnie spisująca się tego dnia bramkarka gości Ewa Matela dokonywała w bramce prawdziwych „cudów”, co długo nie mogło przełożyć się na zdobycze bramkowe w wykonaniu karczewianek. Dość powiedzieć, że w 14 minucie meczu, to białostoczanki wyszły na prowadzenie i to piłkarki z Karczewa musiały gonić wynik.

Podopieczne Grzegorza Ankiewicza miały świadomość stawki tego meczu i ciążąca na nich presja, długo negatywnie wpływała na ich grę na boisku. Widać było, że bardzo zależy im na wygranej w tym spotkaniu, ale wiadomo nie od dziś, że kiedy się bardzo chce, to nie zawsze wszystko wychodzi. Czego więc w tej pierwszej połowie nie było… Słupki, poprzeczki i spektakularne parady bramkarskie stojącej w białostockiej bramce Ewy Mateli, która broniła jak w transie. Muszę przyznać, że dawno nie widziałem tak skutecznie i efektownie grającej golkiperki. Zawodniczki Karczewa rzucały raz za razem, a wynik na tablicy nie ulegał zmianie. Licznie zgromadzeni w hali MOSiR-u karczewscy kibice przecierali oczy ze zdumienia. W efekcie przez trzydzieści minut pierwszej połowy karczewiankom udało się strzelić przeciwniczkom tylko… 8 bramek! Za to znakomitą dyspozycję strzelecką tego dnia prezentowała najskuteczniejsza zawodniczka Białegostoku - Joanna Strzałkowska. I to ona dyrygowała atakiem białostoczanek w pierwszej połowie na tyle skutecznie, że KPR-TPD Białystok z dwubramkową przewagą prowadził do przerwy.

Na początku drugiej połowy meczu sytuacja nie uległa zmianie. W 5 minucie, po kolejnej udanej akcji liderki białostoczanek Joanny Strzałkowskiej zakończonej celnym strzałem na bramkę, zawodniczki z Białegostoku prowadziły już 3 bramkami. Sensacja wisiała w powietrzu… I wtedy, jak za dotknięciem „czarodziejskiej różdżki”, zawodniczki z Karczewa zaczęły odrabiać straty. Wynik na tablicy świetlnej zaczął się zmieniać, najpierw na 8:10, potem 9:10, by w 7 minucie dojść do remisu 12 do 12. To był przełomowy moment tego spotkania… Karczewianki zrozumiały, że teraz muszą dać z siebie wszystko i w końcu zaczęły grać w swoim stylu, a broniąca karczewskiej bramki Natalia Popis pokazała, że i ona jest golkiperką nie od parady. W 14 minucie meczu MKS Karczew zaczął zyskiwać przewagę. Trudy tego spotkania, najwyraźniej dawały się białostoczankom we znaki, bo gasły z minuty na minutę… Dziesięć minut przed końcem, karczewianki prowadziły już 4 bramkami i z każdą kolejną chwilą coraz mocniej podkręcały tempo gry. W 28 minucie było już 26:18 dla Karczewa. Skutecznymi rzutami na bramkę popisywały się rozgrywające: Julia Zagrajek, Joanna Wójcik i jak zawsze ambitnie grająca - Natalia Barańska. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 27 do 18 dla Karczewa.

Dźwięk syreny kończącej spotkanie wywołał w karczewskiej hali prawdziwą eksplozję radości, zarówno wśród zawodniczek na parkiecie, jak i licznie zgromadzonej karczewskiej publiczności. Niemożliwe okazało się możliwe… Awans do I ligi piłki ręcznej kobiet, po niespełna jednym sezonie rozegranym w II lidze stał się faktem. Dla karczewskiego Międzyszkolnego Klubu Sportowego sukces to niebotyczny! Stoi za nim nie tylko utalentowana grupa młodych zawodniczek klubu, głównie jego wychowanek, ale i ogromna, tytaniczna wręcz praca trenerów karczewskiego zespołu - Grzegorza Ankiewicza i Tomasza Lubasa. To dzięki nim o Karczewie, małym miasteczku na Mazowszu, głośno będzie w całej Polsce. Mam nadzieję, że o tej chlubie sportowej miasta jaką jest karczewski klub piłki ręcznej kobiet nie zapomni również obecny na meczu Władysław Łokietek, burmistrz Karczewa, bo w przeszłości różnie z tym bywało. MKS Karczew pisze swoją historię i niech to niekończące się pasmo sukcesów trwa jak najdłużej. Tego Wam życzy autor niniejszego artykułu i zarazem kibic karczewskiego zespołu

Andrzej Idziak

 

Powiedzieli po meczu:

- Widać było po przebiegu pierwszej połowy – mówi Grzegorz Ankiewicz, trener MKS-u Karczew, że dziewczyny bardzo chciały wygrać to spotkanie. To nie nasze przeciwniczki były takie dobre, tylko my słabo spisywaliśmy się pod ich bramką. Do tego fantastyczną formę prezentowała bramkarka gości. Świetnie czuła nasze rzuty w pierwsze tempo. W drugiej połowie meczu, kiedy już zeszła z nas presja, zagraliśmy lepiej w ataku i to przełożyło się na korzystny dla nas rezultat. Nasze dziewczyny są świetne, ale za ich sukcesami stoi ogromna praca, którą wykonują na co dzień. Teraz musimy szukać ludzi, którzy nam pomogą zaistnieć w I lidze, gra na tym szczeblu rozgrywek wiąże się już z zupełnie innymi finansami. Wyniki naszego zespołu to ewenement w skali całego kraju. Jesteśmy na pewno najmniejszym miasteczkiem w Polsce, z którego klub będzie grał w pierwszej lidze piłki ręcznej.

- To, że awansowaliśmy do I ligi jeszcze do mnie nie dociera - mówi śmiejąc się Joanna Wójcik, cóż powiedzieć, jestem bardzo szczęśliwa!

- Pierwsza połowa meczu trochę nam nie wyszła - dodaje Pola Janowska, ale w drugiej połowie, po rozmowie z trenerem w szatni, trochę się rozluźniłyśmy i już poszło tak jak trzeba… W takich spotkaniach o stawkę, najważniejsze to opanować emocje, a z tym czasem bywa niełatwo.

- No i bramkarka gości zagrała chyba swój mecz życia – uzupełnia Joanna Wójcik, miałyśmy duże problemy ze skutecznością. Dobrze, że udało nam się odblokować w drugiej połowie. Do tego nasza bramkarka dołożyła „swoje” i to przechyliło szalę na naszą korzyść.

- W pierwszej połowie faktycznie grało nam się bardzo ciężko, podsumowuje Julia Zagrajek, było wiele nieskutecznych rzutów na bramkę, ale trener udzielił nam w szatni kilku rad, i wiedząc co mamy grać w drugiej połowie przełamałyśmy ten impas. Jeszcze nie czuję tego, że awansowałyśmy do pierwszej ligi, pewnie dotrze to do mnie dopiero za kilka godzin czy dni. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach uda mi się rzucić jeszcze kilka bramek i powalczyć o koronę króla strzelców II ligi.

- Pierwszą połowę spotkania dziewczyny zagrały wyśmienicie – mówi Krzysztof Wieczorek, trener KPR-TPD Białystok. Później wkradło się już zmęczenie… Mogłem dysponować dzisiaj niestety tylko kilkoma doświadczonymi zawodniczkami, dlatego pozwoliłem im grać do końca. Gdybym wymienił je na mniej doświadczone, to wynik spotkania mógłby być dla nas jeszcze mniej korzystny. Kilka naszych zawodniczek jest niestety chorych, niektóre kontuzjowane, dlatego nie miałem wyboru. MKS Karczew był dzisiaj mądrzejszym zespołem i z premedytacją wykorzystał nasze błędy. Mogę jednak obiecać, że ostatnim meczu w Białymstoku w kwietniu zrobimy wszystko, żebyście nas zapamiętali (uśmiech).

Aktualna tabela grupy 3

MKS Karczew awansuje do I ligi! komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się