- Tak naprawdę to są dwa różne spojrzenia, które - w pewnym momencie - stykają się w jednym punkcie… Dla mnie to przede wszystkim sukces, na który ciężko pracowałem. Ludzie dostrzegają tylko scenę, światła jupiterów, formę zawodnika i końcowy wynik, ale nie widzą tych wszystkich dni, tygodni i miesięcy, kiedy jesteś zmęczony, kiedy nie masz ochoty na kolejny trening, kiedy wszystko w tobie mówi „odpuść”, a mimo to wykonujesz tę ciężką pracę i robisz to, co powinieneś. Dzień po dniu, systematycznie, bez jakichkolwiek negocjacji. Takiego sukcesu nie buduje się na scenie. On powstaje dużo wcześniej. Przede wszystkim w nas samych, kiedy nikt nie patrzy i kiedy wszystko zależy wyłącznie od ciebie.
Z drugiej strony, jeśli robisz coś wystarczająco długo, zaczynasz rozumieć, że sukces to spełnienie pewnej wizji siebie, którą nosiłeś przez lata. To coś znacznie ważniejszego niż sam wynik. To potwierdzenie, że stałeś się człowiekiem, który był w stanie to zrobić, że stałeś się kimś, kim zawsze chciałeś być.
- Dla mnie to bardzo jasny podział. Kiedy jestem na służbie, to przede wszystkim jestem strażakiem. To realna odpowiedzialność. W pracy, którą wykonuję nie ma miejsca na półśrodki czy myślenie na dwa fronty. Ludzie liczą na ciebie w konkretnych, często bardzo trudnych sytuacjach, więc służba jest i zawsze będzie priorytetem. Fitness natomiast to moja pasja i czas wolny. Dlatego sport - w moim przypadku - zawsze będzie na drugim planie. Trenuję wtedy, kiedy mogę i kiedy mam do tego przestrzeń. Wymaga to dobrej organizacji czasu, czasem poświęceń, ale jest dla mnie ważne, więc zawsze znajduję na to jakiś sposób.
Ja jestem Otwocczaninem od zawsze. W Otwocku się urodziłem, wychowałem, chodziłem do szkoły. Tu mieszka moja żona, córeczka, moi rodzice i cała rodzina. Tu mam swoje miejsce pracy, tu jest mój dom. I czuję przez to ogromną odpowiedzialność za to miasto i za ludzi, którzy tu żyją. To daje dodatkową motywację, żeby podczas służby dawać z siebie 100 proc. I szczerze mówiąc, mam dużo szczęścia, bo zarówno przełożeni, jak i koledzy ze służby bardzo wspierają mnie w tej mojej sportowej karierze. Rozumieją, ile to kosztuje, trzymają kciuki, pomagają logistycznie. A to naprawdę robi różnicę…
To nie jest tak, że istnieje jakaś magiczna liczba godzin treningu, która decyduje o formie. W moim przypadku to średnio około godziny do półtorej treningu siłowego dziennie. Do tego dochodzi jeszcze 30 minut treningu cardio, czasami trening mobilności czy rozciąganie.
Ale prawda jest taka, że to - ile trenuję, to tylko fragment większej układanki. Można trenować nawet kilka godzin dziennie, ale jeśli nie trzymasz diety i nie dbasz o regenerację, trudno oczekiwać efektów.
W tym sporcie kluczowa jest systematyczność. To nie jest sprint, tylko proces trwający miesiącami, czasem latami. Codzienny trening, odpowiednia dieta i sen - i po jakimś czasie to wszystko kumuluje się, dając pożądany efekt. Najważniejsze to nie to, ile trenujesz dziennie, tylko to czy jesteś w stanie robić to konsekwentnie przez dłuższy czas, nawet wtedy, kiedy ci się nie chce.
- Zdecydowanie bardziej jak na strażaka i bardzo to sobie cenię (uśmiech). W Państwowej Straży Pożarnej panuje naprawdę koleżeńska atmosfera. Oczywiście są stopnie i hierarchia, ale w codziennej pracy liczy się przede wszystkim współpraca i to, że można na sobie polegać w każdej sytuacji. Dlatego koledzy postrzegają mnie przede wszystkim przez pryzmat tego, jakim jestem strażakiem, a nie jakie mam wyniki sportowe.
W naszej jednostce jest wiele osób uprawiających sport. Mamy zawodników crossfitu, pływaków z sukcesami międzynarodowymi, biegaczy startujących w maratonach w Polsce i Europie. Są osoby działające społecznie, choćby w fundacji wspierającej osoby z niepełnosprawnościami w zdobywaniu górskich szczytów. Część osób trenuje też rekreacyjnie na siłowni. To środowisko naprawdę żyje sportem i różnego rodzaju aktywnościami, bez niezdrowej rywalizacji, tylko z wzajemnym wsparciem. I jest to w pełni naturalne.
- Na początku zdecydowanie większym wyzwaniem była… scena. Samo budowanie sylwetki to proces, który jesteś w stanie zrozumieć - masz gotowy plan, pewien schemat, wiesz, co robić: trening, dieta, regeneracja. To jest ciężkie, ale przewidywalne. Natomiast ostatni rok treningów nauczył mnie jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy - że nie wystarczy pracować nad samą sylwetką i że w pierwszej kolejności na takie zawody trzeba przygotować głowę i mentalne nastawienie.
Bo możesz być świetnie przygotowany fizycznie, ale jeśli wychodzisz na scenę z myślą, że raczej mi się nie uda, no to jak możesz wygrać? Pamiętam dzień, w którym zdobyłem tytuł mistrza Polski - kiedy rano wyszedłem na spacer do lasu i przez pół godziny siedziałem w z zamkniętymi oczami w zupełnej ciszy wizualizowałem sobie ten moment, gdy wyczytują moje nazwisko jako zwycięzcę i wychodzę na scenę, podnosząc ręce w geście wygranej. Może to zabrzmi dziwnie, ale kilka godzin później to wszystko się wydarzyło. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, czym jest budowanie mentalu i że to nie jest przypadek, tylko świadome przygotowanie głowy na to, co ma się wydarzyć…
- Przede wszystkim pełne skupienie. Na tym etapie nie może być już miejsca na chaos czy przypadek. Wszystko jest podporządkowane jednemu celowi - wyjść na scenę w najlepszej wersji siebie. Forma fizyczna musi być gotowa wcześniej. Ostatnie dni to już nie budowanie sylwetki, tylko przygotowanie głowy - spokój, nabieranie pewności siebie i koncentracja. Nastawienie, że trzeba wyjść na scenę bez presji, tylko z przekonaniem, że się wygra.
- Sam trening na siłowni to już ponad 10 lat. Na poziomie zawodniczym rywalizuję od 4. Gdy stale trenujesz, w pewnym momencie - w naturalny sposób - pojawia się wyzwanie: skoro jesteś już na pewnym etapie, to może warto spróbować swoich sił, mierząc się zawodowo. U mnie to był taki bodziec z zewnątrz - komentarze ludzi, których spotykałem na swojej drodze i sugestie z ich strony: spróbuj, Igor, przecież nic cię to nie kosztuje.
Sam podchodziłem do tego raczej z chłodną głową. Zawsze wcześniej uważałem, że czegoś mi jeszcze brakuje, że muszę nad czymś popracować, że jeszcze nie czas. Aż do momentu, kiedy po raz pierwszy wystartowałem. A potem drugi raz, trzeci i kolejny. Na mistrzostwach Polski w Kielcach występowałem już po raz piąty.
- Oczywiście, że tak. I myślę, że każdy, kto mówi, że ich nie ma, trochę oszukuje rzeczywistość. Nie da się mieć motywacji przez 365 dni w roku. Są dni, kiedy jesteś zmęczony, kiedy pogoda nie sprzyja, kiedy głowa nie chce współpracować. Tylko że właśnie te dni są kluczowe. Forma nie powstaje przecież wtedy, kiedy się chce. Ona powstaje wówczas, gdy ci się nie chce, a ty mimo wszystko robisz swoje. To są momenty, które budują przewagę.
- Zdecydowanie tak. W straży - sprawność fizyczna to nie wybór, to konieczność. Regularnie przechodzimy testy, mamy zajęcia sportowe - element ruchu jest wpisany w naszą codzienność. Jeszcze ważniejsza w naszej pracy jest mentalność. W akcji nikt nie pyta, czy masz ochotę. Po prostu przyjeżdżasz i robisz swoją robotę. I dokładnie to samo przeniosłem do sportu - przestałem negocjować sam ze sobą.
- (Śmiech) Bardzo często. I zwykle odpowiadam, że 60-70 kilogramów, co wywołuje zdziwienie. Ale w sportach, gdzie liczy się sylwetka, nie ma to większego znaczenia. Ważniejsza jest technika, czucie mięśniowe, jakość ruchu. Czasami lepiej wziąć mniejszy ciężar i wykonać ćwiczenie bardziej dokładnie, niż próbować bić rekordy kosztem techniki i zdrowia.
- Zawsze będę tym chłopakiem z sąsiedztwa… I szczerze mówiąc, to nigdy się nie zmieni. Dla mnie też najważniejsze jest to, żeby pozostać normalnym człowiekiem.
Zawsze można podejść do mnie na treningu, zagadać, poprosić o radę. Naprawdę - z ręką na sercu - jeszcze nigdy nikomu nie odmówiłem pomocy i to na pewno się nie zmieni. Przecież każdy z nas kiedyś zaczynał. Dobrze pamiętam ten czas, kiedy sam poszukiwałem własnej drogi. Jeśli mogę komuś coś ułatwić, coś podpowiedzieć, może skrócić czyjąś drogę, to dlaczego nie? Dla mnie sukces jest bardzo ważny, ale dużo ważniejsze jest to, jakim jestem człowiekiem.
- W okresie przygotowań do zawodów niestety nie ma miejsca na odstępstwa. Wszystko musi być dopięte na przysłowiowy „ostatni guzik”. Natomiast w normalnym życiu kluczową sprawą jest zachowanie balansu. Da się poprawić sylwetkę i jednocześnie normalnie funkcjonować - wyjść do restauracji czy zjeść coś słodkiego. Nie trzeba się całkowicie odcinać od życia. Klucz polega na tym, by umieć połączyć normalne życie, które prowadzi każdy z nas, z celem, który sobie wytyczyliśmy. Balans i równowaga - to są słowa klucze, bo tak naprawdę wszystko się do tego sprowadza… Da się robić formę i poprawiać sylwetkę, a jednocześnie normalnie funkcjonować. Można wyjść czasem do restauracji, zjeść batonika czy kawałek czekolady.
- Każdy kiedyś od czegoś zaczynał… Nikt nie startował, mając od razu idealną formę. Wystarczą małe zmiany i trzy treningi w tygodniu. Każdy znajdzie na to czas, najtrudniejszy jest pierwszy krok. Naprawdę nie trzeba robić wielkiej rewolucji w swoim życiu.
Bardzo często wystarczą dosłownie drobne zmiany w naszych nawykach żywieniowych. Nie chodzi o całkowitą zmianę diety, tylko delikatne korekty w tym, co spożywamy na co dzień. Do tego trening. Ludzie często mówią, że nie mają na niego czasu. To nieprawda! Wystarczy być aktywnym trzy razy w tygodniu po jednej godzinie. To niewiele. Zamiast kolejnej godziny leżenia na kanapie wystarczy godzina ruchu i to po jakimś czasie robi różnicę. Dzisiaj naprawdę mamy dobre warunki by być aktywnym. W samym Otwocku jest kilka siłowni, mnóstwo lasów do biegania, ścieżki rowerowe, wiele miejsc, gdzie można jeździć na rolkach. Więc tak naprawdę jest to tylko kwestia decyzji i wyboru aktywności. Dzisiaj dostęp do sportu jest naprawdę prosty.
- Na razie nie chciałbym zdradzać szczegółów, ale mogę powiedzieć, że w przyszłym roku na pewno cała fitnessowa Europa będzie wiedziała, gdzie na mapie Polski leży nasz mały Otwock. Teraz skupiam się całkowicie na pracy. Cele są bardzo ambitne, ale wolałbym, aby przemawiały za mnie wyniki, a nie zapowiedzi.
- Pożar to robota straży. Kalorie to walka, którą każdy toczy sam ze sobą. Z ogniem przynajmniej nie negocjujesz… a z dokładką bywa różnie (uśmiech).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze