W inauguracyjnym meczu otwierającym rozgrywki I ligi kobiet w piłce ręcznej drużyna MKS-u Karczew uległa Politechnice CHKS Łódź dwiema bramkami, przegrywając na boisku przeciwnika 27:25 (11:14).
Karczewskie szczypiornistki, mimo przegranej, zaprezentowały się w hali przy ul. Kosynierów Gdyńskich naprawdę dobrze, co nieźle rokuje przed dopiero co rozpoczętym sezonem 2018/2019, w którym nasz team występuje w roli beniaminka. Przypomnijmy, że podopieczne Grzegorza Ankiewicza właściwie zdominowały ubiegłoroczne współzawodnictwo w swojej grupie i - wygrywając wszystkie mecze - po jednym sezonie w II lidze awansowały do wyższej klasy rozgrywkowej.
Pierwszoligowy zespół Politechniki ChKS Łódź to wymagająca drużyna, o wysokim poziomie umiejętności i z dużym doświadczeniem ligowym, o czym może świadczyć fakt, że poprzedni sezon rozgrywkowy zakończyła na 5 miejscu z dorobkiem 29 punktów. Co warte podkreślenia - straciła też najmniej bramek z całej grupy. Podczas tegorocznych Akademickich Mistrzostw Polski, które odbywały się w Opolu (1-3.06.2018 r.), drużyna KU AZS Politechniki Łódzkiej - oparta w większości na zawodniczkach zespołu Politechniki ChKS Łódź - odniosła swój największy sukces w historii kobiecej sekcji piłki ręcznej, zdobywając srebrny medal w kwalifikacji ogólnej oraz złoty w gronie uczelni technicznych. W pierwszym inauguracyjnym meczu przyszło więc zmierzyć się karczewiankom z silnym i wymagającym rywalem. Dlatego też konfrontacja młodości i przebojowości karczewianek z doświadczeniem łodzianek zapowiadała się niezwykle ciekawie. I tak też było.
Szczypiornistki z Karczewa rozpoczęły pierwszą połowę mocno skoncentrowane i uważne w obronie. Zagrały twardo, zdecydowanie, a co najważniejsze - skutecznie. W efekcie to one pierwsze wyszły na prowadzenie i zyskały nad łodziankami kilkubramkową przewagę. To wyraźnie zaskoczyło podopieczne trenera „Walusia” - Tomasza Walickiego, które nie mogły poradzić z ambitnie i z każdą minutą coraz śmielej radzącymi sobie na parkiecie zawodniczkami Karczewa. W zasadzie do końca pierwszej polowy karczewianki kontrolowały przebieg gry na boisku i nie pozwalały odrobić strat łodziankom bezskutecznie szukającym sposobu na przełamanie w tym meczu. W konsekwencji - do szatni po pierwszej połowie, z trzybramkową przewagą schodziły zawodniczki beniaminka, a sensacja wisiała w powietrzu…
Przed wyjściem na parkiet w drugiej odsłonie spotkania, trener Walicki radził swoim zawodniczkom, aby dłużej rozgrywały piłkę i uważniej konstruowały akcje, nie spiesząc się z oddaniem rzutów na bramkę. Te rady najwidoczniej poskutkowały, bo już w pierwszych pięciu minutach po przerwie, łodzianki zniwelowały stratę do jednej bramki i powoli, z każdą minutą zaczęły zaznaczać swoją przewagę na boisku. Do głosu na parkiecie doszło doświadczenie i boiskowe ogranie, wskutek czego w 37 minucie zawodniczki CHKS-u zdołały doprowadzić do wyrównania (16:16). Rozpoczęła się typowa gra na przewagi w której górą były, a to łodzianki, a to zawodniczki Karczewa. Taka sytuacja trwała do 51 minuty, kiedy na prowadzenie wyszły szczypiornistki z Łodzi, nie oddając prowadzenia w meczu już do samego końca. W 57 minucie prowadziły z karczewiankami nawet 4 bramkami, ale waleczne i grające do końca podopieczne Grzegorza Ankiewicza zdołały jeszcze rzucić przeciwniczkom dwie bramki, by ostatecznie zakończyć ten mecz wynikiem 27:25 dla drużyny z Łodzi.
Czy młode zawodniczki Karczewa mogły wygrać to spotkanie? Jestem przekonany, że TAK. Niewątpliwie zabrakło trochę pierwszoligowego ogrania i boiskowego doświadczenia, którego akurat w tych zmaganiach więcej było po stronie łodzianek. Klucz do sukcesu tkwi bowiem przede wszystkim w głowach. W psychice tych młodych dziewczyn, które wychodzą na parkiet z jasno określonym celem - wygrać! Jeżeli nauczą się robić to na zimno, z premedytacją punktując rywala do ostatniej sekundy rywalizacji na parkiecie i wykorzystując jego własne błędy - będzie dobrze. Takie elementy gry jak: przytrzymanie piłki wtedy, kiedy trzeba to zrobić, spokojne budowanie akcji i czekanie aż nadejdzie najbardziej optymalny moment do oddania rzutu na bramkę, a nie pozbywanie się piłki „na siłę” - są jeszcze ewidentnie do poprawienia. Widać, że boiskowego „chłodu” i wyrachowania karczewiankom jeszcze brakuje. Czasem za szybko i za ambitnie niekoniecznie oznacza dobrze. Inaugurację I ligi, mimo porażki, należy jednak uznać za udaną. Jak to mawiają… pierwsze koty za płoty, dalej może być tylko lepiej!
Andrzej Idziak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze