Opieka na czarno, czyli co czeka Twoje dziecko w nielegalnym przedszkolu (część 1)

18/02/2017 16:52

Działa w Otwocku firma pod nazwą Fiku-Miku należąca do Magdaleny Trzeciak. Pierwszą placówką opiekuńczą założoną w 2012 roku, prowadzoną przez tą właścicielkę jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Skóra, był Klub Dziecięcy na ul. Wrocławskiej 2 w Otwocku.

Aktualnie lokal, w którym mieściła się ta placówka, jest już zamknięty, chociaż formalnie Klub dalej funkcjonuje. Na ul. Nadwiślańskiej 137 w Józefowie, w miejscu, w którym działał kiedyś nielegalny żłobek (dziś również zamknięty), firma prowadzi Niepubliczne Przedszkole Równych Szans.

Ponieważ zapotrzebowanie na usługi opiekuńcze nad dziećmi na terenie Otwocka i okolic w ostatnich latach rośnie dość dynamicznie, we wrześniu ubiegłego roku przedsiębiorcza właścicielka Fiku-Miku otworzyła kolejne „Przedszkole Równych Szans” przy ul. Przewoskiej 30 w Otwocku, reklamując je jako żłobek i przedszkole integracyjne w jednym. Trafiła do tej placówki m.in. część dzieci ze zlikwidowanego klubu na ul. Wrocławskiej 2. Przedszkole rozpoczęło działalność opiekuńczą mimo, iż - jako placówka niepubliczna - nie dopełniło obowiązku uzyskania wpisu do ewidencji prowadzonej przez jednostkę samorządu terytorialnego. Nie uzyskało też wymaganej akceptacji na prowadzenie działalności opiekuńczej ze Straży Pożarnej i Sanepidu.

O tym, że placówka nie spełnia formalnych wymogów co do prowadzonej działalności, część rodziców wiedziała. Przymykali jednak na to oczy, wychodząc z założenia, że w związku z tym przecież „żadna krzywda dzieciom się nie dzieje”, a wobec braku miejsc dla dzieci w innych otwockich placówkach, Fiku-Miku skutecznie wypełniało lukę istniejącą na rynku. Kamykiem, który spowodował przysłowiową lawinę niepokojących zdarzeń związanych z Fiku-Miku, było Piaseczno, gdzie przy ul. Nadarzyńskiej 54, Magda Trzeciak postanowiła otworzyć kolejny żłobek i przedszkole integracyjne. Formalnie placówka w Piasecznie zarejestrowana była na jej męża Marcina Trzeciaka, jako Sala Zabaw Fiku-Miku. Kiedy został ogłoszony nabór do tej placówki (podczas którego rodziców dzieci z niepełnosprawnościami kuszono m.in. czesnym za 0 zł), poszły z Otwocka w kierunku Piaseczna pierwsze negatywne sygnały – w postaci komentarzy i opinii zamieszczonych na Facebooku. Mimo, że lokal w Piasecznie został przystosowany do charakteru prowadzonej działalności i spełniał wszystkie techniczne wymogi, placówka nigdy formalnie nie uzyskała wpisu do ewidencji, nie figurowała też w rejestrach Urzędu Miasta Piaseczna.

Ktoś spyta - jak to w ogóle jest możliwe, aby w dzisiejszych czasach placówka opiekuńcza, w dodatku mająca kontakt z małymi dziećmi, mogła funkcjonować na rynku bez wymaganych zezwoleń i rejestracji? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: bo takie mamy w Polsce prawo. A czy tak powinno być? Ocenę pozostawiam Wam, Drodzy Czytelnicy... Faktem jest, że legalnie działająca placówka opiekuńcza podlega kontroli Urzędu Miasta, Sanepidu, Straży Pożarnej i innych służb mających prawo sprawdzać jej działalność, natomiast tej nigdzie nie zarejestrowanej nie kontroluje NIKT. Placówka niezarejestrowana formalnie bowiem nie istnieje, a żaden urzędnik nie ma podstaw prawnych do przeprowadzenia w niej kontroli. Dopóki nic się nie stanie, „dziki” żłobek lub przedszkole może funkcjonować i przynosić zyski właścicielowi.

W grudniu ubiegłego roku, pod opieką placówki w Piasecznie znajdowało się 21 dzieci: 18 w żłobku i 3 w przedszkolu. 27 grudnia na terenie miasta doszło do większej awarii prądu. Rodzice wezwani do odbioru dzieci otrzymali informację, że z powodu awarii, placówka nie będzie już funkcjonować do końca roku. To dziwne, bo problem braku prądu usunięto w ciągu kilku godzin. Czy zdarzenie to było jedynie pretekstem do zamknięcia placówki czy też zapowiedzią nadciągających kłopotów - trudno powiedzieć. Faktem jest, że zapobiegliwa o swoje interesy właścicielka, zatrudniała kadrę piaseczyńskiej placówki nielegalnie, nie podpisywała z opiekunkami dzieci umów o pracę lub przyjmowała je na 1/2 etatu, zmuszając później do świadczenia pracy na pełen etat, bez płacenia za nadgodziny. Wynagrodzenia też wypłacano „do ręki”, a nie w formie przelewów na konto. I może kwestie naruszające Kodeks pracy nie miałyby istotnego odniesienia do meritum spraw poruszanych w tym artykule, gdyby nie to, że 2 stycznia br. cała kadra placówki w Piasecznie solidarnie nie stawiła się do pracy, a rodzice dzieci, znajdujących się pod jej opieką, zastali zamknięte drzwi. Wybuchł skandal… Wyszło na jaw, że pracownicy zatrudnieni w placówce z naruszeniem obowiązujących przepisów prawa pracy, nie przedłużyli umów na kolejny rok, a przedszkole działało nielegalnie. „Przez trzy miesiące właściciele placówki nie znaleźli czasu żeby ją [umowę] przygotować. A potem chcieli, żebym podpisała dokument ze wsteczną datą. Ale u nich to nagminne, że pracownicy są bez szkoleń BHP, bez badań lekarskich, a umowy są na pół etatu, żeby ZUS był niższy...” - wspomina jedna z osób współpracujących z piaseczyńską placówką.

W efekcie placówkę zamknięto, a gmina Piaseczno złożyła do prokuratury zawiadomienie o prowadzonej działalności bez wymaganej koncesji. Już po fakcie okazało się, że placówka jest zadłużona wobec właściciela budynku Jerzego D. na kwotę ok. 40 000 zł, zalega też z opłatami za catering wobec firmy Papu Ekspress Joanny T. oraz „Kuriera Południowego” za publikację ogłoszeń.

Drodzy rodzice, jeżeli żłobek, do którego oddajecie swoje dziecko, nie figuruje w rejestrze żłobków i klubów dziecięcych prowadzonym przez daną gminę, oznacza to, że działa nielegalnie. Przepisy są w tym przypadku jednoznaczne - prowadzenie żłobka czy klubu dziecięcego jest bowiem działalnością regulowaną. Podobnie rzecz się ma, jeżeli chodzi o przedszkola - funkcjonująca placówka musi uzyskać akceptację na prowadzenie działalności opiekuńczej ze strony Straży Pożarnej, Sanepidu i Urzędu Miasta.

Dla wielu rodziców, podstawowym kryterium wyboru placówki opiekuńczej dla dziecka jest bliskość miejsca zamieszkania. Często w ogóle nie pytają o legalność placówki. A właśnie dla dobra swoich pociech powinni dokładnie zweryfikować placówkę dziennej opieki nad dzieckiem. Niestety z takim racjonalnym podejściem spotykamy się nader rzadko. Jakie mogą być konsekwencje lekceważenia sprawy, będziecie mogli Państwo przeczytać w drugiej części artykułu, w kolejnym numerze iOtwock.info.

Andrzej Idziak

 

W załącznikach:

1.różnice prawne między klubem dziecięcym a żłobkiem

2. Rejestr żłobków i klubów dziecięcych z BIP Otwock,

oraz dodatkowo

3. informacje dotyczące zakładania przedszkola z biznes.gov.pl

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/11/2024 13:48

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2017-02-18 22:21:46

    Skoro rodzice o wszystkim wiedzieli to w czym problem? Godzili się na to.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2017-02-19 08:02:23

    Co to za fałszywa teza ? Gdzie jest napisane w tym artykule że rodzice o wszystkim wiedzieli? Nie zabieraj głosu jeśli nie potrafisz przeczytać ze zrozumieniem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2017-02-19 10:03:56

    Wlasnie czytanie ze zrozumieniem kłania sie Tobie Gosciu z 19/02 Jest wspomniane o wiedzy rodzicow odnosnie braku upranien..

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.